poniedziałek, 19 listopada 2012

8. Uwierz w ducha


Molly: Kocham Cię
Sam: Jak wyżej.



„Uwierz w ducha” po raz pierwszy zobaczyłam jako mała dziewczynka. Miałam wtedy 6, 7, może 8 lat. Spałam u babci. Pamiętam, że film był wówczas dla mnie horrorem i to nie ze względu na głównego bohatera, który był duchem, ale przede wszystkim przez okropne dźwięki wydawane przez zjawy przychodzące zabierać dusze złych bohaterów (swoją drogą te dźwięki są odgłosami niemowlaków, ale odtworzonymi w bardzo dużym zwolnieniu). Kolejnym postrachem był dla mnie duch z metra, który uczył Sama dotykać przedmiotów.
Pamiętam, że dobre kilka(naście) lat temu często emitowano ten film we Wszystkich Świętych. Zapewne przez fabułę. Jednak od dawna przy tej okazji go już nie puszczają. W ogóle dawno nie widziałam go w TV. Tak właściwie to nie widziałam go już gdziekolwiek od dawna. I szczerze powiedziawszy, choć kocham bezgranicznie ten film, jest jednym z moich ulubionych, co oznacza, że mogłabym go oglądać milion razy i nigdy mi się nie znudzi, to jednak ciężko byłoby mi go obejrzeć. Dlaczego?
W życiu nie lubię się do tego przyznawać i pokazywać, bo jestem zbyt dumna, ale z łatwością się wzruszam.
Płaczę prawie przy wszystkim - filmach, piosenkach, niektórych reklamach.
Szczytem było chyba wyć przez 15 minut po wyjściu z kina po głupim „Zmierzchu”, bo przecież „ich miłość była taka piękna”.
„Uwierz w ducha” nokautuje mnie już w pierwszych scenach.

Piękna, prawdziwa miłość Sama i Molly, ich oddanie sobie, chwyta za serce już od pierwszych chwil. Jestem szczególnie wyczulona na pokazywanie miłości w filmach (nie mam na myśli przesłodzonych komedyjek romantycznych), zwłaszcza ich miłości, bo ci aktorzy w jakiś sposób na mnie działają. Demi Moore wyglądała tak krucho, bezbronnie i niewinnie, że wręcz chwytała za serce, a Patrick Swayze to dla mnie zupełnie inna historia. Aktor bardzo przypomina mi mojego tatę, przez co darzę go jakimś szczególnym, ciepłym uczuciem. Fakt, że w branży w której pracował miał jedną jedyną, kochaną żonę wzbudza mój szacunek. To, że uwielbiam go jako aktora i jest jednym z moich ulubionych i to bardzo wysoko, też wpływało na mój odbiór jego postaci. A w ostatniej kolejności smutna, wzbudzająca litość, poczucie krzywdy ale i ogromną sympatię rola sprawiła, że mój odbiór filmu jest jeszcze bardziej smutny.
Kiedy Sam ginie, w tak głupi, niesprawiedliwy sposób, umiera na rękach swojej dziewczyny to już wtedy wzruszam się niesamowicie, wręcz wyję, mimo że to dopiero początek filmu. Fakt, że byli tacy szczęśliwi, mieli plany, a nagle ktoś tak brutalnie ich rozdzielił jest dla wrażliwych odbiorców bardzo przejmujący. Szczególnie to poczucie krzywdy i niesprawiedliwości wzrasta gdy dowiadujemy się kto za tym wszystkim stoi.
Ciężko mi się pogodzić, że Sama nie ma. Utożsamiam się z Molly, wyobrażam sobie, że to ja straciłam (zwłaszcza w taki sposób) miłość mojego życia, moje szczęście, moje ukochane ramiona, a fakt, że tak bardzo przypomina mi tatę jeszcze bardziej mnie dołuje. Bardzo boli też scena w której sam „wychodzi z ciała” jako duch i widzi, że ktoś pozbawił go życia, najcenniejszego daru, widzi rozpacz ukochanej. Widzę jego ból.
Mimo wielu zabawnych scen, które mają potem miejsce (Whoopi Goldberg jest niezastąpiona!) ciągle mam w sobie ten smutek, bo przecież życia nie da się zwrócić, nie uda im się być razem.

Pozornie szczęśliwe zakończenie, wcale tak naprawdę nie jest szczęśliwe, bo Sam odchodzi (kolejna wyciskająca łzy scena) i już na zawsze i trzeba w tak brutalny sposób zamknąć pewien rozdział.
Praktycznie cały film przepłakany, zostawia pewien ślad w głowie i nawet po zakończeniu coś mnie w głębi boli.
Kocham soundtrack do filmu, zwłaszcza utwór „Unchained Melody”, która również potrafi wzruszyć.

Źródło: pinterest


Righteous Brothers - „Unchained Melody” [klik!]
Uwierz w ducha - motyw przewodni [klik!]

0 komentarze

Prześlij komentarz

1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.