piątek, 21 grudnia 2012

11. Filmowo i refleksyjnie - Hobbit, Mój Rower i... japoński western

Zbliża się premiera „Hobbita” więc na pewno wybierzemy się do kina całą rodziną, jako że lubimy Tolkiena. Zastanawiam się tylko jak oni z takiej cienkiej książeczki mają zamiar zrobić trzy filmy. Żeby tylko jakaś kiszka z tego nie wyszła. Nawet każda część „Władcy Pierścieni” była grubsza, a żadna z nich nie została podzielona na więcej części (w sumie wtedy nie było to jeszcze takie modne jak teraz, np. „Harry Potter”, „Zmierzch” czy „Kosogłos” – ostatnia część „Igrzysk Śmierci”)

Musiałam obowiązkowo wybrać się do kina na film „Mój rower” bo musiałam napisać recenzję. Oczywiście jak o tym usłyszałam to było mi nie w smak, bo przed świętami z kasą krucho, a seanse niestety jak zając – uciekają. A żeby doczekać się polskiego filmu na DVD czy w necie to kopa lat. Poza tym nie chciało mi się iść do kina akurat na ten film. No, ale cóż… Jak mus to mus. Poszłam.

Po siedmiu latach od wyreżyserowania swojego poprzedniego filmu Piotr Trzaskalski przedstawił widzom kolejne dzieło – komediodramat „Mój rower” - z Arturem Żmijewskim i Krzysztofem Chodorowskim w rolach głównych. Akcja filmu toczy się na  na terenie Suwalszczyzny i osadzona jest w przepięknych, malowniczych widokach. To opowieść o rodzinie, mężczyznach i niezrozumieniu. Wzrusza, uczy, ale czy bawi?
To historia trzech mężczyzn z jednej rodziny – dziadka, ojca i syna - mieszkających w różnych częściach Europy. W pewnym momencie wspólnie wyruszają w podróż, by odnaleźć babcię, która zostawiła schorowanego męża i odeszła do innego mężczyzny. Towarzyszy im wierny kundelek Koleś. Te kilka dni, które mężczyźni spędzają ze sobą, zbliżają ich do siebie i pozwalają zrozumieć popełniane względem siebie błędy, siebie samych i siebie nawzajem. Uświadamiają sobie jak ważne jest okazywanie uczuć. Każda z postaci wzbudziła we mnie inne emocje. Dziadek - litość i żal, ojciec - irytację, a syn i wnuczek jednocześnie - ogromną sympatię za usposobienie.
Film reklamowany jest hasłem „cała prawda o facetach”, co jest jednak mocno przesadzone, gdyż jest to film odkrywający rodzinne tajemnice i niesnaski, wypominanie wzajemnie sobie win przez facetów z jednej rodziny - przedstawicieli trzech pokoleń. Ta różnica pokoleniowa utrudnia im zrozumienie się i dogadywanie. I choć "różnica pokoleń" jest to temat często ukazywany w filmach, to „Mój rower” jest wyjątkowy ze względu na swoją polskość – krajobrazy, warunki życia, mentalność oraz przede wszystkim ze względu na swój realizm.  Film pozostawił we mnie jakąś trudną do nazwania pustkę i skłonił do rozmyślań na wiele godzin.
Nie wiem kto wymyślił, że film to obok dramatu jeszcze komedia. To nie było na moje nerwy. Nie będę tu pisać o fabule, ale jedna scena to po prostu zagięła mnie tak, że miałam refleksje na dwie godziny. W ogóle film odcisnął coś na mnie i po wyjściu czułam jakiś smutek i pustkę. Mimo że film był naprawdę dobry to nie chcę go już nigdy więcej widzieć!

Mimo iż kocham kino, nie przepadam za westernami i zawsze dziwiłam się jak tata lub dziadek mogli je oglądać (tata to tam naprawdę sporadycznie, nawet nie wiem czy ogląda czy może tak sobie leci w tle, natomiast dziadek uwielbia). A teraz JA pierwszy raz w życiu obejrzę western. Jaki? „Sukiyaki Western Django”. Dlaczego? Ano żeby obejrzeć tak bardzo nielubiany gatunek filmowy to znaczy, że musi grać tam mój Masanobu Ando. Także już po raz kolejny zagości na moim ekranie. Dzięki temu panu ześwirowałam totalnie na punkcie Japonii. Zawsze mnie fascynowała, ale teraz czytam o tym kraju wszystko co wpadnie mi w ręce i oczy. Aż sama się dziwię bo rozmawiając z pewną osobą przy oglądaniu oczywiście japońskiego horroru (prawdziwie STRASZNE horrory, aż strach to kibla wyjść czy pod łóżko zajrzeć) zaczynam mówić o japońskich zwyczajach, o tym co zaraz powinna zrobić osoba na ekranie i tłumaczę dlaczego i jak się do siebie zwracają.
Wyjazd do tego kraju jest jednym z moich największych marzeń.

Niedawno śniły mi się węże. Mnóstwo węży. Pod łóżkiem, w wodzie, na podłodze. Ciekawe co to oznacza. Czyżby kolejnych pseudo przyjaciół?  Jakoś wcale by mnie to nie zdziwiło.

7 komentarze

  1. Ja nie lubię chodzić do kina, wolę obejrzeć w domu... Swoją drogą, rzadko jakiś film podoba mi się na tyle, żebym chciała iść do kina. Ale na wszystkich trzech częściach "Władcy Pierścieni" dzielnie wysiedziałam:) Na "Hobbita" iść mi się chyba nie chce:)
    A co do Twojego komentarza u mnie-te zajęcia były z innym rokiem niż ten, na którym jestem, bo mam powtarzanie przedmiotu...Nikogo tam tak bliżej nie nam, nie mam do nikogo kontaktu, a na stronie szkoły nie było żadnej informacji. Ale na moim "właściwym" kierunku niejednokrotnie zdarzało się: dziekanat nie uprzedził, uprzedził za późno etc., bo oczywiście każdy na 5 minut przed zajęciami zagląda na maila:) Takie rzeczy to chyba standard.

    OdpowiedzUsuń
  2. rzadko chodzę do kina. Zawsze zdarza się może raz na trzy miesiące, hehe. Ale na Hobbita bym się wygrała z ciekawości :) Dużo o nim słyszałam ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. hiragana i katakana - brzmią już przerażająco :).
    Podziwiam i życzę samozaparcia i powodzenia w nauce.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja właśnie chciałam się na ten film "Mój rower"wybrać do kina,ale jak to mąż stwierdził,"szkoda kasy,skoro można go w necie zobaczyć",:)Tak więc czekam,kiedy będzie dostępny.

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  5. "Hobbita" nie czytałam, a mam zamiar, więc na film się nie wybieram :)
    Również nie przepadam za westernami, i chyba nigdy się nei przekonam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam;) Aj... mi się ostatnio węże nie śniły a pseudo przyjaciele się znaleźli;)

    OdpowiedzUsuń
  7. och tak Hobbit! koniecznie ! :)))

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.