wtorek, 26 lutego 2013

19. Oscary 2013

Czas chyba najwyższy zrobić formata temu mojemu laptopowi, choć bronię się przed tym rękami i nogami, bo nie cierpię potem od nowa wgrywać tych wszystkich oprogramowań, programów i innych ciulostw a kopiowanie danych przed formatowaniem to też jakaś makabra jest. No i te wszystkie zakładki ze stronami...
Choć i tak nie wiem czy jakikolwiek format by tu pomógł. Sama nawet nie wiem ile lat ma już ten komputer. Tata mi nawet innego laptopa proponował, ale po długim „yyyyyy, eeeee” stwierdziłam, że może jeszcze nie teraz, że może jeszcze trochę pociągnie (sentymentalna idiotka!), a potem siedziałam wieczorem w pokoju przed tym kompem nieszczęsnym i mruczałam pod nosem wszystkie znane mi przekleństwa.
niedziela, 24 lutego 2013

18. Anonimowi stróże moralności i mamy

Wpadłam ostatnio na bloga młodej mamy (zresztą cudownej mamy), która w swoim życiu jako młoda dziewczyna wiele przeszła, ale udało jej się później odnaleźć szczęście w postaci kochającego, wspaniałego faceta (już niedługo męża), oraz synka. Na blogu tym roi się od anonimowych (jakżeby inaczej) komentarzy: a to dziewczyna wygląda tak i tak, a że to jej facet wygląda tak i tak, a że dziecko z „wpadki”, a to że dziecko ma niezwykłe imię i matka zrobiła mu nim krzywdę, a to że żyją w grzechu, a to że wyskoczą sobie czasem na jakąś imprezę (to nic, że dziecko ma dobrą opiekę w postaci babci).
czwartek, 21 lutego 2013

17. Kocia arystokracja

Zawsze irytuje mnie kiedy ktoś mówi: „psy są lepsze” bądź „koty są lepsze”. Po co porównywać koty i psy?
Zaraz ktoś powie: „ale kot Cie nie obroni”. No jasne, że mnie nie obroni bo kot nie jest zwierzęciem obronnym! Widzieliście kiedyś żeby ktoś kupił kota żeby pilnował domu? Równie dobrze może sobie kupić gadającą papugę żeby ostrzegała przed obcymi. Nikt nie ma pretensji, że szynszyla go nie broni. Dlaczego? Bo wie co to za zwierzę. Podobnie z kotem. Kot to nie jest jakiś gorszy gatunek psa, kot to nie pies więc po cholerę takie porównania?
piątek, 15 lutego 2013

16. Bez tytułu

Wreszcie po wielu latach wybrałam się ponownie na wysepkę o które pisałam TUTAJ. Początkowo, mimo wielkiej chęci wybrania się tam, nie mogłam się zdecydować bo nie miałam odpowiedniego obuwia. Teraz teren jest tam dosyć podmokły, a ja nie posiadam kaloszy (jakoś mi nie przypasował ten trend, a przecież nie będę kupować specjalnie kaloszy bo chcę się gdzieś jednorazowo wybrać). Jako że mam kilka par kozaków to wybrałam jakieś najrzadziej używane i poszłam.
Nic się tam nie zmieniło i zastanawiałam się nawet ile osób było na wysepce od czasu mojej wyprawy na nią z dziadkiem i kuzynem wiele lat temu, w dzieciństwie. Kolejny raz chcę się tam wybrać wiosną, kiedy wszystko się zazieleni. Trochę trwa żeby tam dojść, ale za to samo miejsce – piękne i ustronne.
środa, 13 lutego 2013

15. Dita von Teese

Jeśli reinkarnacja istnieje to moja dusza niewątpliwie zachowała resztki dawnego wcielenia, które żyło najprawdopodobniej gdzieś w latach 20, 30, 40, 50 lub 60 albo nawet w 1850-1890.
Od zawsze byłam zainteresowana tamtymi czasami. Zwłaszcza stylem, który reprezentowały kobiety.
Dzisiejszy wpis, dość niezwykły jak na ten blog, poświęcę pewnej współczesnej kobiecie, która tak jak ja uwielbia modę tamtych lat, a wręcz ją reprezentuje.
Przed państwem moja mistrzyni – Dita von Teese.
środa, 6 lutego 2013

14. Dzieciństwo

Nie mogę się jeszcze przyzwyczaić, że mojego dziadka już nie ma. Obu moich dziadków kocham, ale zmarł ten, który był mi bliższy. Mieszkaliśmy razem od moich narodzin przez 14 lat. Cieszył się z moich narodzin, uczył mnie „Aniele Stróżu mój...”, zabierał na huśtawki, pokazywał jak karmić króliki i kury, zabierał na sanki, na przejażdżki bryczką, kupił mi wymarzone Tamagotchi kiedy byłam jeszcze w przedszkolu. Często odbierał mnie i mojego kuzyna z przedszkola, mimo że było bardzo daleko. Niedaleko mojego starego miejsca zamieszkania (tam, gdzie mieszkałam właśnie z babcią i dziadkiem przez 14 lat) jest taka mała, idealnie okrągła wysepka.
sobota, 2 lutego 2013

13. Jeden dzień w polskim pociągu

Podróż pociągiem to tak naprawdę jedna wielka niewiadoma – nigdy nie wiadomo co może się nam przytrafić, a znając bardzo dobrze polskie pociągi to może się przytrafić wszystko. Wie to pani Nieoswojona, która kilka dni w tygodniu musi odbyć nim przeszło stu kilometrową podróż.