poniedziałek, 30 grudnia 2013

36. Omen

Pewnego letniego wieczoru bardzo mi się nudziło, skakałam pilotem po kanałach aż zatrzymałam się na Omenie, który właśnie się rozpoczynał. Mama powiedziała mi wtedy, że to naprawdę dobry film więc obejrzałam. Czekałam z niecierpliwością na kolejne części. I jestem pewna, że moja mama pożałowała potem tych słów.


Omen. Trylogia, która zawładnęła mną kiedy byłam wczesną nastolatką (ooo! jakie dobre określenie), a przez to wszystko spędzała sen z powiek mojej mamy.
Wierzyłam w to wszystko strasznie. Sama tłumaczyłam sobie apokalipsę (do tej pory znam niektóre wersy na pamięć). Wciągnęłam nawet kilku moich znajomych.
Nawet trzy szóstki, dokładnie takie jakie miał Damien na znamieniu, chciałam sobie wytatuować na karku. Dobrze, że moi rodzice zawsze trzymali mnie w ryzach bo skończyłabym dziś jako dziennikarka z tatuażem 666 (wiarygodna w swojej pracy i wzbudzająca zaufanie jak cholera!), a o fajnych miejscówkach w Japonii mogłabym zapomnieć.
Te filmy doprowadziły potem do wielu rzeczy przez które większość bałaby się spać w nocy więc to pominę.

W każdym razie minęło trochę lat, zamiast tatuażu na karku mam na nim głowę więc źle nie jest.
Jednak cała trylogia nadal jest dla mnie numerem jeden wśród horrorów (samego Omena nie bez powodu okrzyknięto jednym z najstraszniejszych horrorów wszech czasów) oraz na liście moich ukochanych filmów. Bo nie chodzi o to by zesrać się ze strachu. Liczy się klimat. A Omen niewątpliwie go posiada.

Remake z 2006 roku nie dorasta, moim zdaniem, oryginałowi do pięt. Chłopiec grający główną rolę strasznie mnie denerwował. Nie trzeba żadnych niewyjaśnionych i tajemniczych okoliczności żeby stwierdzić, że z tym dzieckiem jest coś nie tak i to nie dlatego, że jest synem Szatana. Jakby mój pięcioletni syn nie okazywał żadnych emocji i wypowiadał kilka słów na miesiąc to pomyślałabym o lekarzu. Inni aktorzy również nie zadowolili mnie w swoich rolach. Julia Stiles jako pani Thorn mogłaby czyścić buty Lee Remick. Brak oscarowej muzyki Jerry'ego Goldsmith'a, która wywoływała ciarki u mojej mamy, kiedy jej słuchałam, również robił swoje.
Jedyny plus za dopasowanie wydarzeń na świecie do proroctw Apokalipsy z pierwszych scen filmu.

A „część czwarta” Omena? Dla mnie żadna część czwarta.
Poza zbezczeszczoną muzyką Goldsmith'a, wzmianką o Damienie, kilku zerżniętych żywcem scenach z trylogii i podobną fabułą nie ma nic wspólnego z omenową serią.
Ot, takie skuszenie się Harvey'a Bernhard'a na pieniądze za stworzenie scenariusza kolejnej części.
Ale obejrzeć od biedy można.
A ja już na pewno pominąć tego nie mogłam.

Podobny tematycznie jest także Zew piekieł (The Calling) z 2000 roku. Ale oczywiście jeśli chodzi o horrory satanistyczne i religijne nic Omena nie pobije.

3 komentarze

  1. Dzieci w horrorach kładą mnie na łopatki. Śnią mi się potem nawet. Mocne, mocne. A oglądałaś Egzorcystę (pierwszą wersję)? Słyszałam, że dziewczynka, która w tym grała musiała przejść terapię w szpitalu psychiatrycznym.
    Fajnie, że jesteś, właśnie wyświetliło mi się kilkanaście postów "nowych".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci grają lepiej niż niejedni dorośli :) Oczywiście, że oglądałam Egzorcystę, ale o tej ciekawostce nie wiedziałam :)

      Usuń
  2. Omen oglądałam raz. Tylko pierwszą część. Na więcej - nigdy się nie odważyłam.
    Ile nocy spać nie mogłam nie wiem, ale pamiętam to do dziś :D

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.