niedziela, 5 stycznia 2014

38. Kilka słów o Warsaw Shore

Przy okazji pisania pracy na temat fenomenu reality show, skusiłam się na włączenie jednego z najgłośniejszych w ostatnim czasie programu tego typu.
Nie miałam zamiaru oglądać. Nie dlatego, że nie widziałam oryginalnej, amerykańskiej wersji. Po prostu jestem osobą, która „gówna nie tyka”. No chyba, że jest to gówniany film – w takim przypadku zawsze obejrzę i ocenię, bo film jest swego rodzaju sztuką. A czy reality show jest sztuką? Nie.

Choć podobnie jak film jest reżyserowany. Owszem. Nie mam żadnej wątpliwości, że Warsaw Shore jest programem reżyserowanym.Wiadomo, że nie od A do Z, jak w przypadku filmów. Wiadomo, że nie ma dubli i scenariusza, według którego uczestnicy mają odkrywać poszczególne role. Nie jest to możliwe, kiedy ktoś ma tyle promili we krwi. Ale myli się ten, kto uważa, iż wszystko płynie tam samo. Reżyser programu i jego producenci mają jakiś zarys tego, co chcą pokazać. Obecnie reality show mało ma w sobie „reality”. Poza tym sama nazwa wiele mówi - reality show. Czyli trochę reality - zwykli ludzie, których śledzą kamery, postawieni w konkretnych sytuacjach, a trochę show - czyli musi się coś dziać żeby nie było nudno. A jak się nie dzieje to...zróbmy tak by się działo.
Żaden z uczestników tego programu ani jego twórców nie zmieni mojego poglądu na temat prawdziwości tego co widzimy.
Znam media „od kuchni” i wiem jak jest.
I właśnie przez pisanie pracy o reality show obejrzałam to głośne zjawisko.

Jakiś czas temu MTV emitowało w swojej ramówce inny program na podstawie amerykańskiego pierwowzoru a mianowicie Moje supersłodkie urodziny. W programie wzięła udział młoda polska wokalistka Honorata Skarbek, która wtenczas nie była jeszcze znaną w kraju piosenkarką. Niedługo potem dziewczyna przyznała, że program był wyreżyserowany, a samochód, który rzekomo podarowali jej rodzice z okazji urodzin, został po programie odebrany, a dom przed którym przedstawiała się widzom wcale nie był jej. Po prostu dom jednorodzinny prezentował się lepiej od mieszkania w bloku. Nic dziwnego, że Skarbek zdradziła kulisy programu – rozpoczynała właśnie karierę, tymczasem po emisji Supersłodkich urodzin przyklejona została jej łatka rozkapryszonej córeczki bogatych rodziców.

Większość ludzi mówi, że „nie ogląda tego szajsu” i „to program dla debili” a jednak w dziwny sposób MTV odnotowuje rekordowe wyniki oglądalności w czasie emisji programu a życie nowych celebrytów śledzi tysiące osób.
Jeśli coś nam się nie podoba, zniesmacza nas to wiemy gdzie jest guzik zmiany kanały i nie oglądajmy. Proste? Proste.
Program wywołał ogromne oburzenie i fale protestów. Jak coś takiego można emitować w telewizji?! Z ręką na sercu – obawiałam się oglądać Warsaw Shore przytłoczona tym ogromem negatywnych komentarzy. Zszokowani Polacy – myślałam – to chyba naprawdę musiało być mocne! I trochę się zdziwiłam.
Przede wszystkim ustalmy trzy fakty.
Program emitowany jest późnym wieczorem, w porze w której takie programy jak najbardziej mogą być puszczane. Po drugie szokowanie w postaci hektolitrów alkoholu, imprez, seksu i wyuzdania jest w zamiarze tego programu. Nie zapominajmy też, że (z całym, ogromnym szacunkiem!) Warszawa żadną Ameryką nie jest i raczej ciężko byłoby dorównać pierwowzorowi, choć polscy twórcy kopiując takie programy usilnie się o to starają.
Oglądając wywiady z uczestnikami, już poza programem, widzimy, że mają oni zupełnie inny sposób wypowiadania się.
Wniosek? Uczestnicy dobrze wiedzą jak mają wypadać, co mają mówić i co robić. Wiedzą o co chodzi w tym programie i czym mają karmić głodnych szoku i sensacji Polaków.
A ten cały seks, który tak oburzył? Wszystko zakryte kocykiem, kołderką albo cenzurką (to rzadziej, bo uczestnicy zdecydowanie wybierają kocyk lub kołderkę). To wszystko po godz. 22:00, opatrzone komunikatem, iż oglądamy na własną odpowiedzialność. Co to świadczy o uczestnikach? Mieliśmy już jedną taką panią, kilka lat temu, zwano ją Frytką.
A poza tym, wracając do kilku zdań wyżej, to jest w zamiarze programu a nas nikt prądem nie porazi jeśli nie będziemy tego oglądać. 
To tak jakby ktoś mdlał na widok krwi i brzydził się fruwających flaków a usiadł wygodnie w fotelu i zaczął oglądać Piłę albo Martwicę mózgu, a potem psioczył jakie to jest be i fuj. Nie lubimy mięsa - nie wpychamy go do buzi. Dlatego ciężko mi zrozumieć dlaczego ktoś tak narzeka na tego typu programy, bluzga jego uczestników na ich fanpage'ach, choć jak sam przyznaje, nie ogląda tego.

Nie chcę i nie będę oceniać uczestników tegoż programu. Mogę jedynie wypowiedzieć się dlaczego ja nie chciałabym wystąpić w tego typu programie.
Rozumiem, że młodość musi się wyszumieć, wypić za wsze czasy, bo kiedyś będzie na to za późno i inne takie. Byłam studentką i niejedno widziałam. Myślę, że wielu z nas robiło w życiu takie głupoty o których nie chcielibyśmy mówić naszym dzieciom. Zapewne wielu studentów czy regularnych imprezowiczów robiło dokładnie to samo co robią uczestnicy Warsaw Shore, tylko nie towarzyszyły im kamery (choć w dobie Facebook'a, Instagrama i co to tam jeszcze jest, to nie byłabym tego taka pewna). W każdym razie ja nie byłam nigdy nie wiadomo jak szaloną imprezowiczką.
A na pewno niektórych rzeczy nie robiłabym na oczach całej Polski. Jeśli chciałabym być znana i szanowana to na pewno nie w ten sposób. Ale piszę tu teraz tylko i wyłącznie o sobie.
Ale co kto lubi, prawda? Teraz Ci ludzie mają po dwadzieścia kilka lat i sądzę, że za jakiś czas spojrzą na pewne rzeczy inaczej. A może i nie będą żałować tego etapu w swoim życiu.
Program może kogoś bulwersować, przerażać i obrażać - jasne. Ja dodam, że mnie bardziej od programów wyświetlanych po 22:00 i opatrzonych odpowiednimi komunikatami, przeraża ludzka hipokryzja.

I to jest właśnie moje skromne zdanie. Dziękuję za uwagę.

22 komentarze

  1. Te negatywne komentarze napędzają popularność tego programu. Ogólnie telewizja kłamie, Ci co w nią wierzą mają duży problem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm Ozzy Osbourne na pytanie czy wie kto to Justin Bieber odpowiedział podobno : Who is Justin Bieber? Ja zadam to samo pytanie a co to Warsaw Shore?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w moim zawodzie większość tego szajsu muszę obejrzeć. A co do Osbourne'a - on akurat zapoczątkował reality dzięki któremu pewnie dziś oglądamy Keeping up with the Kardashians ;)

      Usuń
  3. ostatnio prowadziłam dyskusję pod tytułem "skoro w telewizji pokazują to znaczy że to prawda"! I najgorszy jest fakt, iż są ludzie ( i to w dodatku w średnim wieku) którzy w to NAPRAWDĘ wierzą. Wierzą nie tylko w reality show, ale także w Wiadomości i inne programy, które aż śmierdzą propagandą i manipulacją. Nie mam pojęcia co to takiego ten Warsaw Shore - ale obawiam się, że chyba nie chciałabym wiedzieć :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kumpela... dodajmy 24 letnia :) i takich przykładów jest mnóstwo wokół mnie.

      Usuń
    2. Także znam takie osoby :) Wierzą np. w "Trudne sprawy" czy "Ukrytą prawdę" :)

      Usuń
  4. A ja wmawiam sobie, że to wszystko jest zagrane, bo takich ludzi nie ma na świecie. I wmawiać będę, amen.

    OdpowiedzUsuń
  5. A czy przypadkiem to nie jest tak, że deklarowanie 'nie oglądam, bo to poniżej mojej godności' jest zwyczajnie modne? Przecież ktoś, kto publicznie twierdzi, że gardzi tego typu programami, jest postrzegany jako 'cool outsider', czy jakoś tak. A to, że po tych publicznych zapewnieniach ta sama osoba udaje się przed ekran telewizora i przykładnie śledzi najnowsze odcinki danych produkcji niknie pod maską 'nie, nie oglądam, jestem mądrzejszy od was'. Szkoda, że z chęcią bycia bardziej inteligentnym od mas powszednich kryje się przynależność do nich, a nie szczera odmienność.
    Buziaki, trzymaj się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne tak jest, inaczej nie mieliby takiej oglądalności ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się. Nie będę kryła, że nie przyznałabym się niektórym znajomym, że oglądam "Pierwszą Miłość". Jednak jest to jedyne dno, które mnie wciągnęło, gdy byłam jeszcze w ciąży :). Natomiast na resztę chłamu telewizyjnego zwyczajnie szkoda mi czasu, wolę książki. Może kiedyś wyrzucimy tv.

      Usuń
  6. jak ogólnie nienawidzę takich programów. takie totalne gówno - moim zdaniem. czasem kątem oka zobaczę jak mama z siostrą oglądają, ale to jest czysta propaganda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie oglądam, jedynie słyszałam o tym programie, ale poważnie, nigdy nie przepadam za takimi super programami, nie śmieszą mnie, jedynie irytują. ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Widziałam jeden odcinek tego programu, bo moja koleżanka to ogląda. Jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia, nie podobało mi się nawet.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam okazję w noworoczną noc obejrzeć jakieś 10 minut tego programu. Nic, co przykułoby moją uwagę w sposób negatywny albo pozytywny...

    OdpowiedzUsuń
  10. Telewizja to telewizja, rządzi się swoimi prawami prawda? Już widziałam jak reżyserowane są programy... ale czego się nie robi dla lepszej oglądalności
    Osobiście MTV nie oglądam, generalnie telewizji bardzo mało oglądam, dla mnie w tygodniu to strata czasu. Jedyne co jest w niej interesujące to wiadomości ^_^

    Miło mi poznać kolejna blogową duszę, która interesuje się Japonią. :)
    Anonimowość swego czasu uznawałam za podstawę pisząc w internecie, ale myślę, że to się będzie powoli zmieniać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie widziałam ani jednego odcinka tego programu, więc nie będę też go komentować - ciężko wypowiadać się o czymś, czego się nie zna. Aczkolwiek wierzę, że program tego typu może mieć dużą oglądalność - bo próbuje szokować. Na szczęście każdy z nas ma prawo wyboru formy spędzania wolnego czasu, dlatego z przyjemnością unikam takich reality ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja osobiście lubię pooglądać tych debili, z ręką na sercu i lajkiem na facebooku się do tego przyznaję. Zwyczajnie bawi mnie ich głupota, jakkolwiek nizinne jest to poczucie humoru. I nikogo nie oszukuję, że o 23 w niedziele nie siedzę przed telewizorem.
    Tak ładnie Ci się te słowa ze sobą kleją, że jeszcze mocniej zazdroszczę dziennikarstwa i tego wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem ogromnie opózniona w rozwoju - nie oglądam tego typu programów - kilkanaście lat temu obejrzałam jeden i....wystarczy. Szkoda mi czasu na takie programy. Być może demonizuję , ale wg mnie każdy jeden program jest z góry reżyserowany - wszelkie konkursy z nagrodami również. Pamiętasz może programy p. Pijanowskiego? Po programie wygrane były ludziom zabierane, podobno. Nie widziałam tego na własne oczy, więc piszę podobno.
    Coraz bardziej prawdziwe staje się powiedzenie "TV kłamie".
    Nie jestem z branży, ale rozumiem potrzebę reżyserowania z góry wszystkich programów - pójście "na żywioł" mogłoby zakończyć się niezłym skandalem.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie ogladałam nawet dla ciekawości, bo szkoda mi na to czasu, mam inne sprawy ;) Ale faktycznie, telewizja schodzi na psy... Dlatego też nie mam telewizora :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie oburzenie plebsu na kontrowersyjność owego show, jest porównywalna do zdziwienia kierowców, których zima zaskoczyła w grudniu (Akurat do obecnej zimy się to nie tyczy :) ). Pierwszy był Big Brother, był również Bar. Później chyba tez puszczali jakiś reality-show. I było to tym samym, czym obecnie jest Warsaw Shore.
    Swoją drogą. Te "zue" i masowo krytykowane programy/osoby, często gęsto nie potrzebują reklamy, gdy już koło nienawiści zacznie się toczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślę, że gdyby miało to być niereżyserowane, okazałoby się szybko, że dochodzi do zbyt niewielu ciekawych sytuacji, które mogłyby przynieść popularność na antenie...

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeżeli to jest reżyserowane to nie wiem co jest gorsze.. To, że ci ludzie "szmacą" się za pieniądze i się godzą na wszystko czy to, że za wszelką cenę usiłują nam wcisnąć, że tacy są faktycznie i prowadzą takie życie na codzień. Obie rzeczy są dla mnie masakrą..

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.