piątek, 28 lutego 2014

42. Czas mija

Jakiś czas temu byłam w kinie na Jack Strong. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że większość ludzi na sali to byli ludzie po sześćdziesiątce. Wiele było pań, myślę że śmiało mogę to powiedzieć, po osiemdziesiątce lub dziewięćdziesiątce. Zapewne to osoby, które żyły tymi wydarzeniami naprawdę. Film mi się podobał. To co Pasikowski zrobił z Jack Strong jak i Pokłosiem jest fenomenalne, facet robi dobre kino i tyle. I w dupie mam kontrowersje, mam gdzieś to czy ktoś uważa Kuklińskiego za zdrajcę czy za bohatera. Swoje zdanie zostawię dla siebie. To samo było z Pokłosiem. Film oglądam dla filmu. I nie będę rezygnować bo np. jest tam aktor którego nie lubię albo przedstawia coś z czym się nie zgadzam. Większość Polaków bojkotuje film o Wałęsie, bo mówią, ze zdradzał, że go nie lubią czy że jest taki czy owaki. Nie interesuje mnie to. Film to film.
A wracając do Jack Strong - naprawdę polecam bo to kawał dobrego, polskiego kina.
środa, 12 lutego 2014

41. Wszystko w jednym

W jednej sukience znalazłam ściągi... z pierwszego roku studiów! Zrobiło się sentymentalnie. Boże kochany, jak ja tęsknię przeokropnie za tamtymi czasami. Czekam z utęsknieniem na drugą połowę roku.
Ostatnio pojawiam się tutaj naprawdę rzadko (zarówno na swoim blogu jak i na innych). Mam mnóstwo prac zaliczeniowych do napisania (wszyscy wykładowcy hurtem na koniec stycznia zadali nam pracę na koniec lutego - kocham!), do tego w połowie lutego mam egzamin z panią, która jest bardzo sprawiedliwa i dzieli po połowie - połowa zdaje, połowa ma poprawkę. A wolne weekendy na które tak czekałam mam zamiar wykorzystać w stu procentach towarzysko!
niedziela, 2 lutego 2014

40. Mocnym słowem o „Pod Mocnym Aniołem”

Byłam w kinie na Pod Mocnym Aniołem.
Nie od dziś wiadomo, że Smarzowskiego uwielbiam. Jak zwykle było prosto z mostu, dobitnie i brutalnie.
Moim zdaniem film był dobry (żaden film pana Wojtka nie zszedł poniżej tego poziomu), ale jednak nie najlepszy biorąc ogólnie wszystkie jego dzieła. Dlaczego? Otóż troszkę mnie przynudzał (poza tym chciało mi się jak cholera do toalety pod koniec filmu, a że grzechem jest dla mnie wyjście z sali podczas seansu, to dzielnie siedziałam). Nie czytałam książki, ale pewna osoba napisała, że w książce było to wszystko ładnie spięte, natomiast w filmie był to obraz za obrazem.
Pewne rzeczy trzeba niestety dobitnie podkreślać.