sobota, 10 maja 2014

52. Eurowizja

Eurowizja to dla mnie jeden wielki cyrk z kiczowatymi piosenkami. Zawsze było mi wstyd co ta Polska wysyłała na tę nieszczęsną Eurowizję. A ja bardzo nie lubię kiedy mój kraj jest w czymś ostatni, wyśmiewany i stale z tyłu. Mimo tego że to cyrk w kiczowatej oprawie to oglądałam. Oglądałam jeśli występowała Polska bo jeśli nie to nie było po co.

Denerwowało mnie zawsze, że wielu wykonawców chcących wziąć udział w tymże konkursie tworzyło specjalnie na tę okoliczność nowe piosenki, następnie brali udział w tych nieszczęsnych eliminacjach. Zasada konkursu jest taka, że udział może wziąć utwór, który miał premierę nie wcześniej niż 1 września roku poprzedzającego konkurs. Tyle więc można było wybrać fajnych piosenek, znanych także jako tako zagranicą, takich z którymi jesteśmy osłuchani. Ale nie… W tym roku to nie widzowie wybierali utwór. Tak że cieszę się, że komisja ekspertów wzięła się sama za tę robotę i wybrała w tym roku Donatana i Cleo. Od razu czułam, że co jak co, ale to jest dobry pomysł. Mi się akurat ta piosenka podoba, ale to nie o mnie chodzi. Wpada w ucho, zdobyła naprawdę wielką popularność, również zagranicą – a to bardzo ważne. Nie bez powodu nagrano angielską wersję piosenki. I cieszę się, że gdzieś w tych eksperckich głowach zaczęły iskrzyć kabelki i ktoś wpadł na to, że to chyba całkiem dobry pomysł.

Donatan skorzystał z pomysłu Wiśniewskiego i utwór wykonany jest i po polsku i po angielsku. Dla tych co się burzą, że jak można śpiewać o Słowiankach po angielsku? A tak, że fajnie byłoby gdyby ktoś zrozumiał o czym śpiewamy a angielski stał się językiem międzynarodowym. Kojarzy mi się to trochę z paniami w średnim wieku, które kupują koszulki z obcojęzycznymi nadrukami nie wiedząc co jest na nich napisane i chodzą potem po mieście z napisami „Catch me if you can” albo „I’m hot bitch”. Albo kiedy byłam na Węgrzech i czytałam węgierskie menu – ni w ząb nie rozumiałam co tam jest napisane, bo węgierski to dla mnie odległa planeta w kosmosie. Dlatego czasem warto zwrócić się do Europy w międzynarodowym języku.

Oczywiście nie obyło się bez „kontrowersji”. Bo były „cycki”, bo było ubijanie masła, bo było pokazanie Polski jak sprzed 100 lat. Po pierwsze to trzeba podchodzić do tego z dystansem, nie tylko Polacy ale też obcokrajowcy (w oryginalnym teledysku Donatan opatrzył to fajnym wstępem). Po drugie wydaje mi się, że konkurencja poczuła się zagrożona. Polska zawsze uchodziła za niegroźnego konkurenta w tym konkursie, a tutaj wreszcie wstrzeliliśmy się w publiczność i ich gusta. Wokół piosenki zrobił się szum – przez te „cycki”, przez to masło. I pierwszy raz w życiu stwierdzam – i bardzo dobrze! Niech jest szum, niech są kontrowersje (kto jest na tyle głupi że bierze to dosłownie to już jego problem), niech gadają – ważne, że wreszcie ktoś nas kojarzy, że jesteśmy charakterystyczni, że „Europie” podoba się piosenka. Bo się podoba, czytam o tym trochę ostatnio. Zresztą te głosy się znikąd nie wzięły. Wyjście z samego finału jest dla naszego kraju naprawdę wyczynem. Dlaczego więc się nie cieszyć? Z drugiej strony to właśnie Słowianki zostały ukazane jako te piękne i tu świerzbi w dupskach niektóre zagraniczne media. Dziwne, że jakoś żaden ze słowiańskich krajów jeszcze się tych „cycków” i seksizmu nie uczepił. Przypadek? Słowianki zawsze uchodziły za te najpiękniejsze.
Cyrus, Rihanna, Madonna i inne gwiazdy biegają z dupą na wierzchu, macają się po genitaliach, ale jak ktoś odsłoni biust to już wielkie halo. Tak Europo, nie mamy się czego wstydzić, mamy piękne kobiety, dobrą piosenkę, więc zamknąć jadaczki i znosić wszystko z podniesioną głową.
Nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą się nad nami spuszczać z zachwytu, całować po stopach i wielbić. W historii Eurowizji były naprawdę gorsze występy. Pfuu, gorsze… Ja „naszego” występu za zły nie uważam.

A najsmutniejsze jest to, że Polacy zamiast się cieszyć, nawet jeśli czegoś nie lubią, ale zwyczajnie się cieszyć, że wreszcie wyszliśmy z tego zasranego półfinału, że wreszcie o nas mówią, to jak zwykle marudzą, obrażają wykonawców, utwór i jeszcze siebie nawzajem. Jak nie wejdzie to finału – źle. Jak wejdzie to finału też źle bo z kolei nie wygrali.
Jak to śpiewała Sylwia Grzeszczak – cieszmy się z małych rzeczy! Ot, co.

Teraz pewnie pięknie zapeszę, jak to mam w swoim zwyczaju.

2 komentarze

  1. Nigdy się wszystkich nie zadowoli bo każdy ma inny gust ale to prawda, że My Słowianie to dobry wybór :) Mi się już dawno znudziła ta piosenka, ale popularność miała ogromną, wpadała w ucho i to jest właśnie dobra propozycja na Eurowizje. Zresztą to że wyszli z półfinału o tym świadczy. Hehe też bym nie chciała żebyś zapeszyła tym postem :P Ale wydaje mi się że nie będzie tragicznie, ostatni raczej nie będą :P nawet nie wiem czy to czasem obok Conchity Wurst najbardziej osławiona piosenka w tym roku? Nawet jakby wygrali to POlaków nie zadowoli tylko znajdą jakieś "ale" :P
    Jak to było w teledysku:
    "Jeżeli masz problemy z poczuciem humoru i dystansem do świata lub cierpisz na nadciśnienie i uwiąd starczy - nie oglądaj tego teledysku. W każdym innym wypadku przed włączeniem klipu zapoznaj się z pojęciem słowa ironia i skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż teledysk niewłaściwie zrozumiany może zagrażać Twojemu życiu i zdrowiu."

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja znów głosuje na Austrię nie wiem dlatego ale polskie piosenki coraz bardziej mnie odrzucają szczególnie te
    dzisiejsze gdzie tylko teksty są często bez sensu

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.