środa, 20 sierpnia 2014

57. Myśli Nieoswojone wzięły się za Greya...

Trylogia ta dzieli ludzi na trzy formy wstydu:
a) wstyd, że się nie czytało,
b) wstyd, że czyta (lub przeczytało) się tak późno,
c) wstyd, że w ogóle się przeczytało.

Tiaa... Namawiano mnie długo, ale wcale nie miałam ochoty.
Jako że moje koleżanki (a nawet mama!) jarają się tą trylogią od jakiegoś czasu i widząc co drugą znajomą dołączającą na fejsbuczku do wydarzenia Premiera filmu: Pięćdziesiąt twarzy Greya postanowiłam sięgnąć po ten fenomen. I to tylko dlatego, że tak czy siak mam zamiar obejrzeć film.
Na tym etapie mam zamiar go zobaczyć nie dlatego, że czuję coraz wyższy poziom wilgotności na myśl o nim, ale dlatego, że zapowiada się kolejny filmowy, komercyjny hicior roku - to samo co było ze Zmierzchem, Igrzyskami (tu kłaniam się nisko w podzięce dla pani Collins) czy tam jeszcze kilka innych. A jak wiadomo z kulturą masową staram się żyć w miarę na bieżąco i w zgodzie.
Także postanowiłam, że skoro za kilka miesięcy ekranizacja, którą mam zamiar obejrzeć, ujrzy światło dzienne to wypada zajrzeć do książek. A że wiem, iż za jakiś czas będę wzdychać do książek potrzebnych na magisterkę to właśnie teraz jest najlepsza pora.
No to 3...2...1...

DOPISEK PO KILKU DNIACH:
Nie jestem w stanie przeczytać pana Greya. Męczę tę trylogię i męczę. Będąc gdzieś w środku drugiego tomu stwierdziłam, że nie ma sensu się męczyć. Może się nie znam, może jestem zbyt wymagająca, ale nudzi mnie pieprzenie się na co drugiej stronie, przeplatane ze spuszczaniem się nad boskim, cudownym Greyem, jakby bohaterka kończyła właśnie gimnazjum a nie studia (O Boże, Christian Grey na mnie spojrzał! O Boże, Christian Grey śpi obok mnie! O Boże, dostałam maila od Christiana Greya!).
Do tego jest strasznie przewidywalna. Moje przypuszczenia co do treści się sprawdziły i miałam rację.
Jeśli chodzi o romanse to już bardziej podobały mi się Karyn Monk albo czytany obecnie Chéri autorstwa Colette, bo przynajmniej oprócz seksu coś jeszcze się dzieje. No dobra, w Greyu też niby coś się dzieje, ale zanim dany wątek powróci to zapominamy o co chodzi, bo w międzyczasie jesteśmy świadkami pięćdziesięciu stosunków między Greyem a Anastasią, wszystkich na jedno kopyto.
Po skończeniu Chéri zabieram się za Roslunda i Hellströma, potem koniecznie chcę nadrobić Kinga.

4 komentarze

  1. Czytałam i ani się nie wstydzę ani nie uległam zbiorowej histerii. Byłam ciekawa czy jakoś to poszerzyło moje erotyczne horyzonty NIE. Drugi tom musiałam trawić na raty nie wzdychałam do Pana szarego, a wręcz doprowadzała mnie do szału panna anastazja ze swoją wewnętrzną boginią która właśnie zrobiła fikołka bohse... brrr nigdy więcej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że strawię tę trylogię, bo np. Zmierzchu nie dałam rady. Jak stanęło na 1 rozdziale 3 części tak stoi od roku. A czytanie od pierwszej części rozciągnęłam na jakieś 5 miesięcy.

      Usuń
  2. Czytałam nieszczęsnego Greya. Nie podobał mi się, nic w moje życie nie wniósł i nie był wcale takim pornosem, jakim miał być :P Ale...jestem ciekawa tego filmu, nie przeczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cheri jest super, bardzo w moim stylu.
    A czytałam i polecam John Green Gwiazd naszych wina. Czytam teraz książki po angielsku i tą też zaliczyłam w oryginale. Mam nadzieję, że tłumaczenie jest godne. Świetna książka.

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.