środa, 10 grudnia 2014

61. Dziesięć lat „Piły"

 
W tym roku pierwsza część „Piły” obchodziła swoje dziesięciolecie. A właściwie to jej pełnometrażowa pierwsza część, bo w 2003 roku wyszła krótkometrażówka.
W gimnazjum razem z moimi przyjaciółmi często spotykaliśmy się u mnie w domu robiąc sobie tzw. „seanse”. Wyświetlaliśmy różne filmy przez rzutnik na ścianę. Wszyscy się zawsze dziwili, jakim cudem 20 osób zmieściło się w moim małym pokoju, ale to już inna bajka. W każdym razie podczas jednego z takich spotkań mój kolega powiedział do nas: Wiecie, że będzie „Saw II”? No cóż, w życiu bym nie przypuszczała, że w sumie wyjdzie 8 części tej serii („ósemka” jak wiadomo w drodze).

Wtedy nie oglądałam jeszcze „Piły”, choć wiedziałam, o czym jest ten film. Jakoś mnie to tak nie kręciło. Kiedy obejrzałam później pierwszą część to nawet mnie nudziła - większość filmu w łazience, e tam. Dwójki nie widziałam, potem mój wujek włączył mi trójkę. I odpadłam na scenie zamarznięcia kobiety. Nie byłam w stanie na to patrzeć. Ale ile miałam wtedy lat? Z jakieś 15. Potem zdarzyło mi się obejrzeć jeszcze chyba część szóstą, a na ostatniej, siódmej, byłam nawet w kinie. A tutaj błędem jest pomijanie jakiejkolwiek części, jeśli ogląda się „Piłę” i chce się ją zrozumieć.
Na całą serię otworzyłam się dopiero w zeszłym roku i dopiero wtedy ją pojęłam. Kto mnie zna ten wie, że mam „słabość” do seryjnych morderców i jestem ostatnią osobą, która mogłaby zemdleć na widok krwi czy puścić pawia na widok odciętych kończyn lub zwłok. Tak że pewnego zimnego, marcowego dnia w 2013 roku, przyjaciółka mojego Byłego razem ze swoim chłopakiem, siostra mojego Byłego oraz jego kolega, z myślą o mnie, wpadli na pomysł, żebyśmy obejrzeli sobie wszystkie części „Piły”. I tym sposobem całą grupką obejrzeliśmy siedem części wersji reżyserskich, nieocenzurowanych w 3 dni. I dopiero wtedy, oglądając całą serię na raz, zrozumiałam przesłanie.
Ale dobra, dosyć tego wstępu. Do rzeczy.

Dla niektórych to może być naciąganie, nudne i beznadziejne, ale „Piłę” trzeba oglądać po kolei, nie trzy po trzy. Przede wszystkim oglądać uważnie. Dodam także, że pierwotnie seria miała składać się z 10 części więc nikt niczego na siłę nie ciągnie. Zwłaszcza, że zakończenie ostatniej części było otwarte. Stał się klasyką swojego gatunku i rodzaju. Dla mnie wymyślenie takiego scenariusza to mistrzostwo. Porwała mnie również piekielna inteligencja głównego bohatera (podobnie jak Hannibala Lectera, chociaż Jigsaw nie był mordercą - nigdy nikogo nie zabił).
Każda część „Piły” to kolejna układanka. Film ma przesłanie, na które trzeba spojrzeć poza tą otoczką z krwi i flaków potrzebnych do fabuły.
Taki fragment znalazłam na jednej ze stron poświęconych „Pile” (www.sawproject.pl):
„Niewielu jednak wie, że inspiracją do powstania pierwszej Piły była książka napisana przez człowieka, u którego zdiagnozowano nieoperacyjny nowotwór. Autor starał się ukazać na własnym przykładzie jak mocno zmieniło się jego postrzeganie świata w chwili gdy lekarz jasno określił czas pozostały mężczyźnie do niechybnej śmierci.”
Tak jak autor wspomnianej wyżej książki, John, nazwany później przez policję Jigsawem, sam w życiu wiele przeszedł – najpierw stracił upragnionego syna, następnie dowiedział się, że umiera na raka. Kiedy chciał się zabić zjeżdżając samochodem z urwiska okazało się, że „ciało niezdolne do walki z komórkami rakowymi przeżyło upadek”. Po wyciągnięciu ze swojego ciała fragmentów samochodu i zaskoczeniu, że wciąż żyje, zaczął szanować ten dar i postanowił do końca swoich dni „testować złożoność ludzkiej natury”.
Jigsaw poddaje testom narkomanów i dilerów, ludzi uzależnionych od innych używek, niedoszłych samobójców oraz tych, którzy się samookaleczają, niewiernych małżonków, morderców, ludzi stosujących przemoc wobec innych, ludzi mściwych, nieuczciwych i oszustów, tych, którzy nie potrafią pomóc drugiemu człowiekowi, a także tych „martwych w środku”.
Najprościej mówiąc  - tych, którzy nie szanują życia swojego oraz innych ludzi („Feel what I feel”).
Jeśli ktoś nie znalazł się na granicy życia i śmierci, być może nigdy tego życia w pełni nie doceni. Ile osób dowiedziawszy się, że umiera, nagle rozpaczliwe chce żyć, całe to życie przelatuje im przed oczami? Ile osób docenia coś wtedy, gdy to traci? Ile osób gotowych jest oddać życie za tych, których naprawdę kocha (najlepszym przykładem są chyba matki, a w moim przypadku są to na razie rodzice i siostra)?
W życiu jest tak, że często go nie doceniamy. Dopiero, kiedy stajemy oko w oko ze śmiercią zdajemy sprawę, że chcemy żyć i jesteśmy w stanie zrobić wszystko żeby przeżyć. I kiedy już to zrozumiemy, szanujemy swoje życie.
Jigsaw zawsze przed rozpoczęciem gry mówił „Live or die. Make your choice”. To moje motto życiowe. Nie dosłowne jak w filmie, ale symboliczne - wybór między życiem takim, jakim chcemy żyć, czerpaniem z tego dnia tyle ile można, szanowanie go, a tym życiem pustym w środku, życiem od dnia do dnia, bez celu. Wybór należy do nas („Cherish your life”).
Jeśli ktoś uważa, że takie filmy są chore to oczywiście jak najbardziej może mieć swoje zdanie. Wiadomo też, że ludzie którzy nie lubią brutalnych filmów nie będą się do tego zmuszać żeby zajrzeć głębiej. „Film to nie jest matematyka. Każdy z nas ma inny gust”.
Mi tam nic co ludzkie nie jest obce. Zwłaszcza, że seria Piła ma dla mnie wyjątkowe znaczenie.
Oczywiście filmu nie można brać zbyt dosłownie, bo to tylko film. Nie ma usprawiedliwienia dla ludzi, którzy poczuwają się do roli Boga, porywają innych i każą im testować siebie odcinając kończyny albo w jakikolwiek inny sposób. Takie rzeczy powinno weryfikować życie. Chodzi jednak o sam sens i przesłanie.

PS Jeżeli ktoś lubi ciężkie brzmienia muzyczne to warto się zapoznać z soundtrackiem do wszystkich części filmu.

15 komentarze

  1. Prosze, nie wiedziałam że ten film moze miec takie przesłanie. Rozumiem ze cytaty sa z filmu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :) Wszystkie cytaty, oprócz tego pochodzącego ze strony z podanego linku oraz wypowiedzi mojego kolegi, pochodzą z filmu :)

      Usuń
    2. ostatni cytat najlepszy!

      Usuń
    3. "You want a chance? I'll give you a chance."
      SAW 6 :)

      Usuń
  2. Przyznam, że uwielbiam Twoje posty o filmach. Zawsze piszesz o nich z takiego hmmm innego niż wszyscy punktu widzenia :D (nieśmiało sugeruję aby było ich więcej)
    Co prawda ja nie oglądałam wszystkich Pił na raz. Może tak jak napisałaś "trzy po trzy" ale od razu zauważyłam, że nie chodzi tam tylko o bezsensowne cięcia i siekania jak w Teksańskich Masakrach czy Wzgórza mają oczy.
    Piła faktycznie ma w sobie coś głębokiego. I nawet mnie zachęciłaś żeby przyjrzeć się całej serii uważnie od początku do końca :)
    Dodam też, że moja koleżanka kiedy znalazła się w ciężkiej sytuacji (została zaatakowana) dostała dziesięc razy więcej siły niż normalnie. To prawda jeśli walczy się o siebie lub bliskie osoby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, postanowiłam napisać kilka słów od siebie (żeby nie było wątpliwości, od razu zaznaczę, że jestem FMM z forum^^). Przeczytałam post (dziękuję, że pamiętałaś o linku) i nie mogę oprzeć się pokusie, aby napisać komentarz. Film o którym piszesz również dla mnie ma ogromne znacznie, jednak nie pokuszę się o totalny ekshibicjonizm - zaznaczę jedynie, że przeszłam w życiu przez kilka "prób", pewnie pomyślisz - jak każdy z nas, ale specyfika moich przypadków uzasadnia kilka porównań do filmowych bohaterów. Tak czy inaczej, miałam okazję docenić swoje życie, jednak zdobyte doświadczenia nie wyszły mi na dobre, jestem zimna jak lód i tak zdystansowana do wszystkiego, że aż nieludzka. Kiedyś było we mnie więcej radości, spontaniczności, nie paralizował mnie strach o to, co mogę stracić. Dziś kiedy wiem jak smakuje obawa o to co najważniejsze, doceniam to, co doceniać powinnam, ale świadomość jak kruche są niektóre rzeczy uniemożliwia mi radosne przeżywanie ulotnych chwil. Na filozofię Kramera patrzę z lekkim przymróżeniem oka, ponieważ nawet jeśli ma w jakiejś części rację, to jego metoda nie sprawdza się w każdym przypadku. Obciążenie psychiczne, które następuje po traumatycznych lub ciężkich wydarzeniach jest dla niektórych zbędnym bagażem, który nie przypomina o tym że życie to skarb, tylko nasuwa bolesne wspomnienia i strach o to, co jeszcze może się wydarzyć. Taka świadomość też może komuś zniszczyć życie lub podciąć skrzydła. Myślę, że Jigsaw po cześci się mylił, ale każdy ma prawo oceniać to inaczej. Nie oczekuję, że ustosunkujesz się do tej cześci mojego komentarza, ponieważ to bardzo subiektywne odczucia, ja widzę to tak jak opisałam, Ty możesz mieć zupełnie inne poglądy, które szanuję. Nie mam prawa też uogólniać, nie osądzę nawet Kramera bo nie spotkały mnie aż takie tragedie (nie wyobrażam sobie nawet tego, co musi czuć człowiek w jego sytuacji). Dla mnie nie ma rzeczy białych i czarnych, ja żyję w świecie odcieni szarości (i nie piję tu wcale do tego pseudoerotycznego, nudnego jak cholera dzieła, którym z jakichś nieznanych mi powodów wszyscy w moim otoczeniu się zachwycają :D)

    Przejdę teraz na grunt filmowy. Mnie osobiście postać Johna nie zafascynowała (nie zrozum mnie źle, lubię go ale nie "porwał" mnie), przy całej sympatii dla Kramera (zgadzam się z Tobą, że był piekielnie inteligentny, urzekła mnie jego zdolność do czytania w ludzkim umyśle) sądzę że najciekawszymi bohaterami była Amanda i Hoffman. Kocham SAW 3 za ukazanie złożonej natury i emocji panny Young, uważam że najprawdziwszymi słowami w filmie było kilka wypowiedzianych przez nią wersów, dotyczących tego że nikt się nie zmienia, nic nie wraca do korzeni. Powołałaś się na cytat z forum odnoście pewnej książki, pewnie czytałaś też że nastawienie jej bohatera diametralnie się zmieniło, gdy na jaw wyszła informacja, że wcale nie jest i nie był chory. Przez pewien czas szanował zycie, ale gdy znów się z nim oswoił wszystko wróciło do normy. Ze mną jest właśnie tak samo, dlatego w jej słowach widzę kwintesencję moich poglądów na ten temat, a jej słynne "napraw mnie sk*rwysynu" stało się moim pseudonimem nie bez powodu - widocznie nie każdego człowieka można naprawić. Co z Hoffmanem? To się okaże w dalszej części mojej wypowiedzi, w tym miejscu skończę ten wywód, żebyś nie posądziła mnie o pseudointelektualizm, którego chyba nienawidzę najbardziej na świecie :) (Jakby co, ja się wcale nie wymądrzam, ja mam pretensjonalny styl pisania, serio :D)

    ciąg dalszy nastąpi...

    ~ Dziewczyna o perłowych włosach

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz jak zaczęła się moja przygoda z SAW? Byłam w liceum, uczyłam się późno w nocy na kolejny dzień (ta cholerna chemia...) a telewizor... był włączony. I nagle zaczęła się Piła 2. Pierwsza scena - widok Micheala i jego pułapki sprawiły, że zainteresowałam się filmem. Wcześniej miałam złe zdanie na temat tej serii, mimo że nie oglądałam ani jednej części (powtarzałam BŁĘDNE zasłyszane gdzieś opinie, ale wstyd...), ale Billy The Puppet nie pozwolił mi wyłączyć telewizora, mimo że miałam na to wielką ochotę. Zaczęłam się zastanawiam – co zrobiłabym na miejscu Micheala? Czy uszkodziłabym ciało, żeby tylko żyć? Ten dylemat, co prawda obserwowany z perspektywy widza mnie przerażał. Film mnie wciągnął, nauka poszła w las, odlot. Chyba nigdy żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Przez dwa tygodnie każdemu opowiadałam o tym filmie, totalnie się nim podniecając. Sięgnęłam po jedynkę i się zawiodłam (zupełnie jak Tobie, ta część wydała się nudna), potem pojawiły się fragmenty trójki oglądane z doskoku (czyli nic nie miało sensu). No i odpuściłam, ekscytacja szybko minęła. Po kilku latach, gdzieś przypadkiem przeczytałam, że Gordon ma okazać się spadkobiercą Johna. Ponieważ kojarzyłam go, totalnie zdębiałam. Nie miałam pojęcia jak mogła potoczyć się fabuła, aby przybrać taką formę. To wydawało mi się... bez sensu, albo przynajmniej dziwne (ale ucieszyłam się ze względu na blond solidarność, że jasnowłosy wygryzł innych, jakie to płytkie haha). Nie chciałam oglądać tego filmu, więc postanowiłam poszukać jakichś informacji, tak trafiłam na forum filmwebu gdzie wszyscy akurat pisali o jakimś Hoffmanie. Wiedziałam kim jest John, Amanda, Larry, Jill, ale tego gościa nie kojarzyłam więc go wygooglowałam i dalej nie kojarzyłam. Niewiele się dowiedziałam, dlatego postanowiłam obejrzeć ostatnią Piłę i oczywiście nic z niej nie zrozumiałam. No cóż, skusiłam się na obejrzenie wszystkich części po kolei, czyli tak jak trzeba i wpadłam, wkręciłam się. Uznałam, że ten film jest fantastyczny, że do mnie przemawia, że ma przesłanie, a do tego Larry to dupek, a Hoffman to fajny koleś i bohater, który przyciagnął moją uwagę. I wiesz co widziałam w nim przede wszystkim? Człowieka, któremu John zniszczył życie. Chciałam żeby mu się udało wyjść cało ze wszystkiego, nawet jeśli łamał zasady. No cóż, tak czy siak wiedziałam też, że ktoś musi go uciszyć bo to przecież John grał pierwsze skrzypce i wszystko musiało być po jego myśli :) Jak ja się strasznie rozpisałam, mam tyle przemyśleń na temat tego filmu, tyle opowiadań, rozpoczętych komiksów, obrazów, szkiców – moja hobbystyczna twórczość całkowicie przeniosła się do świata tego filmu. Nie wiem jak to się stało, nie wiem jak mogłam się w to tak wkręcić. Ponieważ widzę jak dużo napisałam (nie wiem, czy lubisz długie komentarze) skończę już, choć mogłabym pisać i pisać. Cieszę się, że napisałaś notkę z okazji 10lecia tego filmu, może skusisz świeżą krew do zapoznania się z tym wartym grzechu, wbrew pozorom niezbyt makabrycznym obrazem?


    Mam nadzieję, że w przyszłości pojawią się u Ciebie też inne spostrzeżenia na temat „Piły”, z chęcią je poczytam.

    ~ Dziewczyna o perłowych włosach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ja również się tak wkręciłam :) Wielu ludzi, którzy nie widzieli "Piły" nie do końca to rozumieli. Jedni w ogóle nie chcieli po nią sięgać (rozumiem dlaczego, napisałam w poście), ale znaleźli się i tacy, których chwyciłam tym tematem i oglądali serię bądź chcieli obejrzeć.
      Szczerze? Przez wszystkie części między jedynką a siódemką przez myśl mi nawet nie przeszło, że Gordon jest jakimkolwiek pomocnikiem.
      Jeśli chodzi o Hoffmanna to myślę, że sam sobie zniszczył życie. Własną zemstą. Przecież od jego zemsty wszystko się zaczęło. A jak to John powiedział Jeff'owi: " „Niczego się dzisiaj nie nauczyłeś? Twoja złość i chęć zemsty krzywdzą jedynie tych których kochasz”. Co prawda nie chodzi mi dosłownie o cały cytat, bo przecież Hoffmann nie miał już nikogo, chodzi jednak o to, że chęć zemsty jest wyniszczająca dla nas samych, po prostu zła.
      Ale samego Hoffmanna kocham, wielbię i co tylko. Naprawdę mam nadzieję, że pojawi się w kolejnej Pile, bo nawet sobie tego filmu bez niego nie wyobrażam :)
      Poza tym zobacz ile ten film powoduje u nas słów? Można pisać i gadać bez końca. Mam podobnie jak komuś opowiadam swoje wrażenia :P

      Usuń
  5. Próbowałam ale niestety mój żołądek odmówił współpracy na widok krwi mam tylko jeden odruch

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię ten gatunek, w który wpasowuje się opisywany przez Ciebie film. Idąc do kina dokładnie wiesz czego oczekujesz od reżysera i scenarzysty, i chcesz żeby wgniotło Cię w fotel. Jeszcze nie widziałam wszystkich części, ale z pewnością dokończę dzieła :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. nie oglądałam ani jednej części w całości, bo filmy raczej w ogóle nie ciekawia mnie, ale mój bardzo lubi i pewnie nadrobię i te zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę w końcu nadrobić oglądanie filmów i czytanie książek bo na razie czasu brak.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z soundtrackiem w takim razie mogłabym się zapoznać, bo muzyka powinna mi odpowiadać ;) Ale filmu tego typu jak 'Piła' jakoś mi nie leżą ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piłę oglądałam bardzo dawno i jak dobrze pamiętałam to podobał mi się ten film :) Klasyka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z tym, że "piłę" należy oglądać po kolei, inaczej traci swój urok, a z resztą, nigdy nie wiadomo jak dana część się kończy. Kto by podejrzewał, że Amanda stanie się pomocnicą Pana Układanki? Film jest baardzo ciekawy i już w jedynce zobaczyłam, że ma przesłanie. Szczerze? Dzięki niemu spojrzałam troszkę inaczej na świat... Kto się ciął, nagle chciał żyć i tego podobne sytuacje pokazują jak ważne jest ludzkie życie... I jak łatwo można je stracić. wg. Pana Układanki ludzie zabijali się sami... I mądrze. Powiem, że III część jest najmniej straszna, ale również ma w sobie pewną naukę.. wybaczanie. :) Pozdrawiam cieplutko.

    maszynyokiemdziewczyny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.