piątek, 3 kwietnia 2015

67. Bez tytułu

Miałam ostatnio dłuższą przerwę od mojego  „centrum dowodzenia”. Z góry przepraszam za brak fachowego nazewnictwa, ale z technologią mi nie po drodze - w I połowie XX wieku nie było takich bajerów. Zepsuło się/odpadło/przerwało prawe łączenie monitora od pozostałej części laptopa, w związku z czym ekran zrobił się czarny i tyle z tego było. Mój komputer w stanie idealnym nie był już od dawna. Odpadł mi przycisk otwierający laptop, przez co musiałam podważać ten dzyngiel ołówkiem. Popękała mi obudowa, a bateria bez ładowarki nie trzymała nawet godziny. Kiedy monitor zgasł, próbowałam zamknąć klapę i zajrzałam do tyłu. Kilka jęków rozpaczy - obudowa chroniąca łączenia prawej części monitora odpadła, a wszystkie płytki były na wierzchu, powyginane i niestykające się ze sobą. Nie wiem jak to się stało, bo nigdy nie rzucałam tym komputerem, nie trzaskałam klapą ani nic z tych rzeczy (choć nie raz miałam na to ochotę, przysięgam!). W każdym razie zaniosłam laptop osobie, która zna się na tym jak nikt inny dla mnie (czyt. mój tata). Powiedział, że będzie ciężko, ale dał radę - w końcu mój tata potrafi wszystko. Złączył co trzeba, zajęło mu to cały wieczór. Zamówił też nowe obudowy chroniące te części i... Wróciłam z pracy, zmordowana i z gorączką, patrzę, a na stole stoi mój laptop z nowiutką obudową całego urządzenia, poskładany, na dodatek z nową baterią. Hajlajf!

Pozwalam się też kopnąć w tyłek, bo nie zaglądam ostatnio na blog (żeby było sprawiedliwie - do pracy magisterskiej też nie) i chyba przez dłuższy czas niczego nowego nie napiszę. Nie mam do tego głowy, nie mam na to weny. Czas może i jest, ale... czy mi się chce? Ostatnio nie. Czasem przychodzą chwile, kiedy się tak cholernie nie chce. Człowiek robi sobie odpoczynek i po jakimś czasie znów wszystko wraca do normy. Kiedyś już tak było i teraz zapewne też tak będzie. Mój najdłuższy odpoczynek od bloga trwał jakieś hmm... 3 lata. Teraz tak długi się nie szykuje, spoko wodza! 

Przechodzą ostatnio jakiś wirusowy maraton. Kilka dni temu wyleczyłam się z jelitówki, przez którą musiałam po raz pierwszy w życiu wziąć L4. Normalnie nigdy z tego nie korzystałam, bo z przeziębieniami nie będę latać na zwolnienia, ale ciężko pracować rzygając co chwilę jak kot. Minęły dwa dni i przyszła grypa. Już myślałam, że udało mi się ominąć przeziębienie i grypę, która dopada mnie rok w rok - w porze wiosennej oraz jesienno-zimowej. Skoro nie zachorowałam w okolicach października i listopada, kiedy miałam naprawdę obniżoną odporność, to myślałam, że już mnie to w tym sezonie nie spotka. A jednak! O dziwo, pierwszy raz w życiu, na jesień nie zachorowałam, ale za to na wiosnę zaliczam je już drugi raz! Wyglądam jak Rudolf Czerwononosy, spod nosa dosłownie schodzi mi skóra, głowa pęka od gorączki, dusi mnie kaszel, gardło boli. Na dodatek w nocy śni mi się Excel i Word, śnią mi się faktury i składanie zamówień, pieczątki i kolosalne sumy, czyli to z czym najczęściej mam do czynienia w pracy. Dziś już tak zdychałam, że stwierdziłam, iż biorę przysługujący mi dzień urlopu i tym sposobem przeleżę całe święta i mam zamiar się konkretnie wykurować!  Tak że leżę w łóżku z kotem i w otoczeniu chusteczek.

A jeszcze co do snów... Śniło mi się, że wynajęłam mieszkanie z moją kuzynką-imprezowiczką. Za dnia mieszkanie było normalnym mieszkaniem, a w nocy okazywało się być... dyskoteką! Dostawałam na łeb, ale jeszcze bardziej mój Kot, który uciekł. Szukałam go po całej miejscowości, płakałam, nawoływałam go i nic - zamiast niego przychodziły inne koty. Aż w końcu się zjawił, wymiziałam go i wyprowadziłam się z tamtego mieszkania-dyskoteki. Koniec snu.
Rano, gdy się obudziłam i zobaczyłam mojego futrzaka wtulonego obok, został wymiziany za wszystkie czasy i dostał pysznego kabanosika.

Kiedy dostałam maila od mojej promotor, że mogę odebrać rozdział pracy po sprawdzeniu, byłam trochę podenerwowana. Znajomi, którzy mają tę samą promotor, mieli tyle do poprawki, że właściwie mogliby napisać rozdział od nowa. Przez awarię komputera jestem teraz sporo do tyłu i bałam się, że będę musiała zmienić jeszcze tamten rozdział. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że poprawki jakie muszę wykonać to dodać przecinki w dwóch miejscach i zmienić dwa słowa, bo nie bardzo pasują do pracy naukowej.

Czy kogoś dziwi ten śnieg za oknem? Mnie mnie. W końcu zbliża się kolejny sezon Gry o tron więc... „Winter is coming”.
Nie mogę się doczekać, nawet wpisałam sobie w kalendarz.

Zakochałam się! Bujam się w łóżku.
Video - „Wszystko jedno”[klik!]

3 komentarze

  1. Ja zawsze kiedy coś nie działa dostaję gorączki na myśl ile to będzie kosztować

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie tu u Ciebie, będę wracac :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowia przede wszystkim.
    No co Ty? Ja też gdy usłyszałam po raz pierwszy Video nie mogłam się oderwać :)

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.