poniedziałek, 13 lipca 2015

68. Co mnie wkurza u blogowiczów?

W tym, jak na mnie przystało, długim poście (kawa ze Starbucks’a kto da radę przeczytać), piszę co wkurza mnie u blogowiczów. Celowo nie napisałam „blogerów”, gdyż całe wypociny dotyczą nie tylko osób prowadzących blogi, ale też tych, którzy ogólnie korzystają z blogosfery.

Błędne rozumienie pojęcia „bloger”
Na początek o blogerach. Wiele osób uśmiechnęłoby się pod nosem gdyby usłyszało, że prowadzicie blog. Zaraz pomyśleliby, iż mizdrzycie się do obiektywu licząc na darmowe ubrania i kosmetyki. Czyż nie taka jest powszechna opinia o „współczesnych blogerkach”? Większość wyśmiewa te blogi, gdyż 90% z nich prowadzonych jest na siłę przez pseudoblogerki, które z wybraną tematyką niewiele mają wspólnego, ale chcą się dostosować do „mody na blogi”. Blogerka ≠ szafiarka!!! Bloger to KAŻDA osoba, która prowadzi blog, czyli, według Słownika Języka Polskiego PWN, „dziennik prowadzony przez internautę na stronach WWW”.  Toteż  blogerami są osoby, które piszą o swoim życiu, sobie, dzieciach, hobby, teksty erotyczne, przemyślenia no i moda, uroda czy sport także się w to wliczają. Ale słowo „także” ma tu duże znaczenie. Bo „także” nie oznacza „tylko”. I najchętniej trzepnęłabym porządnie w te głupie łby połowę redaktorów portali internetowych, którzy nie znają znaczeń słów, którymi operują. Pierwsze blogi nastawione były na pisanie, głównie o swoim życiu. I ja tak zaczynałam. Ludziom nie chce się czytać, męczy ich to, wolą mieć wyłożone wszystko jak dwulatek, uwsteczniają się. Takie dzisiejsze czasy – oby jak najwięcej zdjęć i jak najmniej treści. Co nie oznacza, że gardzę czy krytykuję blogi modowe – jeśli dla kogoś naprawdę jest to pasja, zna się na tym, potrafi dobrze prowadzić blog to jest to praca, którą szanuję i podziwiam. Ale nie ukrywam, że w moim czytniku nie ma ani jednego bloga modowego. I ani jeden nie zagości, gdyż mnie one nie interesują.

Eksperci od wszystkiego
Największymi ekspertami w każdej dziedzinie życia (oprócz anonimowych komentujących oczywiście) są blogerzy. Od razu zaznaczam różnicę między robieniem z siebie specjalisty a pisaniem bloga hobbystycznego! Nie wrzucam także wszystkich do jednego wora i nie krytykuję ogólnie blogów poświęconych modzie czy urodzie. Ale żeby takiego prowadzić trzeba mieć JAKIEŚ pojęcie, nie przekazywać byle czego, żeby potem przez blog „o zdrowym i aktywnym życiu” skończyć na ortopedii z uszkodzonym kręgosłupem albo przez bloga o włosach musieć ogolić głowę na łyso. Dziesięcioletnie ekspertki od mody dodające zdjęcia w podróbkach dresów Nike, podające niżej link do oryginalnej strony również rozkładają mnie na łopatki.
Wielu blogerów robi z siebie specjalistów mimo że tak naprawdę nie mają o czymś bladego pojęcia.
Ostatnio postanowiły takimi zostać uczestniczki programu Warsaw Shore (imprezowanie, picie, przygodny seks i czasem jakieś słowo po polsku wyłapane między łaciną podwórkową). Dziewczyny dzielą się tym jak jeść zdrowo czy dbać o ciało, co znacząco różni je od tego, co pokazywały w telewizji. I tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, który potwierdza to, co pisałam w TYM poście. A mianowicie, że nie do końca mamy do czynienia z niewyreżyserowaniem i całkowitą autentycznością u uczestników. W programie są takie i wypowiadają się tak, a po programie są inne i wypowiadają się inaczej. Yyy? Ale mniejsza o to. Dziś nie o tym. Najbardziej rozśmieszyło mnie robienie z siebie specjalisty w sprawach macierzyństwa i miłości. Jedna z nich bardzo mądrze podzieliła miłość na tę „od pierwszego wejrzenia” (głupia ja myślałam, że taka faza to zakochanie a miłość to już trudniejszy level) oraz „od pierwszego włożenia” (i nie chodzi tu o język w paszczę).
Tak że moje drogie Panie, jeśli serducho nie piknęło Wam od razu mocniej na widok Waszego partnera albo nie dałyście sobie włożyć na dzień dobry, to niestety oznajmiam Wam, że wasze związki absolutnie nie mają nic wspólnego z miłością. Na szczęście się pomyliłam bo i takie ekspertki najwyraźniej są bardzo potrzebne:
Źródło: TUTAJ
Spam, reklamy i „nie znam się, to się wypowiem”
Co prawda moderację wprowadziłam, bo nie chciałam przeoczyć żadnego komentarza, a powiadomienia w mailu mnie nie kręcą – muszę mieć na poczcie porządek, a to by mi tylko śmieciło. Moderacja jest jednak przydatną funkcją dzięki której można łatwo usunąć spam i inne pierdoły. Popularne kopiuj-wklej głównie służy blogerom do zwrócenia uwagi na swój blog. Nie przeczytają ani jednej linijki posta, wklejają hurtowo komentarze z linkiem i myślą, że zwrócę na to uwagę. Zresztą nie tylko ja, ale też i moi stali czytelnicy. Otóż nie. Komentarzy takich nawet nie dodaję, usuwam od razu.
Jeden taki pamiętam szczególnie. Pod postem informującym czytelników o śmierci mojego dziadka (zaledwie jedno, krótkie zdanie), jakieś dziewczę napisało mi „Fajny post, podoba mi się!” a pod spodem oczywiście „Zapraszam do mnie, jak chcesz to dodaj do obserwowanych” i oczywiście link. Mój numer jeden na liście Blogowych Debili Roku 2013, zwłaszcza, że post niżej był akapit o tym jak ja takich zachowań nie lubię. Rozumiem, że jeśli post jest długi, jak np. ten i wiele innych na moim blogu, to nie chce się czytać, (naprawdę dziwię się sama sobie, że mam stałych czytelników i komuś się chce ogarniać te wypociny) ale na Boga, to było jedno zdanie i to w dodatku pogrubioną i dwa razy powiększoną czcionką. Zabawne jest także udzielanie się i komentowanie na siłę mimo że nie ma się o czymś pojęcia – nie ma się własnych dzieci a strofuje się i poucza matki, nie ogląda się jakiegoś filmu albo nie czyta książki i wydaje osądy. Ja mam jedną zasadę – nie znam się to się nie wypowiadam, gdyż nie mam zamiaru wyjść na głupka przez kogoś, kto naprawdę ma o czymś większe pojęcie.
Hejterów i trolle pominę – frustratów, desperatów i zawistników spotkać można nie tylko na blogach.

„Coś Ci się nie podoba to nie komentuj!”
Tak, tak... Jeden z moich „ulubieńców”. Ponieważ często poruszam tu kontrowersyjne tematy albo ogólnie zdarza mi się pisać ostro i bezpośrednio, zdarzyło mi się kilkakrotnie przeczytać „Jak coś Ci się nie podoba to nie pisz”. No cóż, chyba raczej: Jak Tobie się coś nie podoba niedokręcony deklu, to nie łaź po takich blogach i nie strzęp sobie na nich nerwów. Nie rozumiem jak można męczyć swój mózg (mniej lub bardziej aktywny) czytaniem lub oglądaniem czegoś, czego się nie lubi.
Podobnie jest z komentarzami. Wielu użytkowników Internetu (bo już nie tylko o blogosferze mowa) nie ma bladego pojęcia czym jest komentarz. Niektóre z nich powinny być podawane w szpitalach zamiast glukozy, przygotowując pacjentów do badania cukru w organizmie albo do lewatywy. „Coś Ci się nie podoba to nie komentuj!”. Komentarz na blogu jest wyrażeniem naszej opinii w omawianym temacie. Możemy się z tym zgadzać, a możemy się nie zgadzać i skrytykować. To  nie musi być kilogramową mieszanką cukru, lukru, miodu i karmelu, choć też oczywiście może. Poza tym powinien być NA TEMAT bo jak widzę „Ślicznie” i „Wpadnij do mnie” pod niektórymi postami na wielu blogach to zastanawiam się nad kupnem wiatrówki. Na pewno nie skłania mnie to do odwiedzenia takiego bloga. Lubię blogerów piszących z sensem, ciekawie, wkładających życie i pracę w swój blog, a nie tych nastawionych na liczbę wyświetleń i obserwatorów, sławę, zysk czy pozycję w rankingu.

Obserwatorzy + komentarze = mieszanka wiążąca
Blogger ma jedną funkcję, która bardzo mi się podoba. Podobno jest ona na wymarciu, ale ja konsekwentnie się jej trzymam. Mowa o „Obserwatorach”. Jeden klik i w panelu wyskakują nowe posty z blogów, które lubimy i chętnie czytamy. Nie trzeba dzień w dzień łazić po wszystkich blogach (niektórzy mają ich sporo) i patrzeć czy przybył nowy post. Bardzo wygodne. Jako że niezwykle pedantyczna ze mnie osoba, nie zaśmiecam sobie panelu dodając do „Obserwowanych” co popadnie, ale dodaję tylko te blogi, które naprawdę lubię czytać i chętnie zaglądam. I wcale druga osoba nie musi tego odwzajemniać, bo wcale nie musi czytać ani lubić tego co ja piszę. Ta funkcja nie jest po to by obserwować się nawzajem i zapewnić sobie większą liczbę w gadżecie. Na tym właśnie to dla mnie polega. Są oczywiście takie grupy, które prześcigają się w ilości obserwujących osób. Dla niektórych gadżet ten służy do wskazywania jak największej liczby, co jest dla 80% blogerów wyznacznikiem prestiżu. Świetnie pokazuje to wyścig gówniarskich mas o bycie zauważonym i fajnym. Jak widzę „Obserwujemy? xD” albo „Obserwowanie za obserwowanie?” to moje kąciki ust toczą ze sobą walkę – zrobić grymas czy litościwie się uśmiechnąć? Zrozumiałabym jeśli byłoby to tak ważne dla gówniażerii, ale dla dorosłych osób?! Też tak bywa...
Nigdy nie ukrywałam, że nie dążę do rozsławienie mojego bloga. Nie, nie będę hurtowo wrzucać wszystkiego do mojego czytnika żeby mi go potem zaśmiecały posty pseudoblogerek modowych, kosmetycznych itd. które  tak bardzo chcą być sławne jak Jessiki Mercedes, Maffashion czy co tam jeszcze jest. Albo piszą ile to miały sprawdzianów w tygodniu, bo to w 80% ze strony blogerskiej gówniażerii padają tego typu propozycje.
Do czytnika dodaję, jak wspomniałam, blogi, które lubię czytać. Czasem w ogóle nie pokazuję na nich swojej obecności. Po prostu czytam bo lubię. Nie zależy mi na rewanżach i liczbie obserwowanych. Im mniej osób wie o moim blogu, tym lepiej. Ale jak już jesteśmy w temacie obserwowanych i komentarzy to odnoszę wrażenie, że wielu blogerów liczy tylko na jak największą liczbę pod postami. Jeśli nie komciasz słodko i lirycznie pod każdym postem to co? To wypad z „Obserwowanych”!
Nieważne, że czasem nie masz o czymś bladego pojęcia więc nie chcesz robić z siebie eksperta w pewnych sprawach. Nieważne, że czasem pewne rzeczy komentarza nie wymagają. I nieważne z tym, że oprócz blogosfery masz jeszcze swoje życie, które czasem nie pozwala siedzieć przed komputerem (serio? można mieć życie POZA komputerem?!). Nie ma komcia? Wypad! Bo przecież komcie są najlepszym wyznacznikiem tego, że ktoś czyta nasz blog! Zrozumiałabym to u małolat ale nie o dorosłych blogerów. Już sama się gubię - dodawać głupiutkie „Ślicznie” albo „Fajny post” mimo że nie mamy pojęcia jak się do danego tekstu odnieść? Mimo że połowa blogerów gardzi tego typu komentarzami bo pokazują jak bardzo dany czytelnik miał nasze wypociny w poważaniu i liczy tylko na odwiedziny u siebie? Czasem lepiej po prostu przemilczeć. Mnie na przykład ciężko jest się wypowiadać przy postach bardzo osobistych, które nie bardzo rozumiem a także w postach typowo macierzyńskich, bo co ja mogę wiedzieć? Jedyną mamą jaką jestem to kocią.
Czy to, że się nie komentuje oznacza, że nie wchodzi się na dany blog? To po cholerę zaśmiecam nim sobie czytnik?! Kiedy istniał jeszcze mój blog numer jeden czyli „Na wsi w Japonii”, to czytałam każdy post który tylko się pojawił, nie potrafiłam nawet odłożyć tego na później. Uwielbiałam styl pisania pani Ikedy, uwielbiałam jak pisze. Ale czy kiedykolwiek zostawiłam tam komentarz? Nie. Czy pani Ikeda miała mój blog w obserwowanych? Nie.
Jak to w końcu jest? Obserwujemy bo lubimy czy obserwujemy z nadzieją, że ktoś nas obserwuje i będzie komentował post za postem?

Totalny misz-masz
Czyli wszystko na raz i szablonowy oczopląs. Czasem niektórzy tak bardzo, ale to tak bardzo chcą być blogerami, że zakładają na siłę tę stronę mimo iż nie mają zielonego pojęcia co mogliby tam zamieszczać. Chwileczkę... Co jest teraz na topie? Moda? Zdrowy tryb życia? Kosmetyki? Dużo zdjęć? No dobra to niech będzie WSZYSTKO. I tym sposobem totalnie nie wiem jak odnieść się do tego bloga. Jest to dla mnie mało autentyczne. Jak ktoś chce być dobry we wszystkim to zazwyczaj nie jest dobry w niczym. A takie blogi to dla mnie misz-masz nie do ogarnięcia, pokazujący, że dany bloger nie ma za bardzo pomysłu na siebie i założył bloga bo taka jest moda. Do tego jego wygląd. Naćpane wszystkiego od cholery, tysiąc pięćset gadżetów wzdłuż i wszerz, czcionka i kolorystyka od której można dostać zeza, pół godziny przesuwania scrollem w prawo lub w lewo żeby zobaczyć menu bo zdjęcia są w tak wielkich rozmiarach, że mogłabym policzyć włosy na rękach właściciela. Nie, zbyt wielkie zdjęcie zdecydowanie nie są fajne i zdecydowanie nie lepiej się je ogląda. Jak to moja siostra powtarza: Minimalizm, minimalizm i jeszcze raz minimalizm. I w kwestii blogowego wyglądu jakoś się z nią zgadzam, choć wciąż nie mogę się przekonać do powiększenia czcionki (chyba przez to że piszę za długie posty).

Muzyka w tle
Krótko i zwięźle:
- włącza się automatycznie, zajmuje dużo miejsca i często zacina przeglądarkę,
- jest za głośna, a przecież można przeglądać blogi o późnych porach, kiedy inni domownicy już śpią,
- można mieć inny gust muzyczny, np. ktoś słucha ciężkiego rocka a w tle leci techno,
- źle się czyta posty, kiedy w tle gra muzyka, to przeszkadza…
- … albo ktoś w tej samej chwili słucha własnej muzyki, co się na siebie nakłada
- nie każdy post pasuje do muzyki, która leci w tle
Na szczęście blogger posiada możliwość przystopowania muzyki w przeciwieństwie do dawnego blog.pl, gdzie kod do muzyki był już w HTML, a jego głośność  była dostosowana do tego jak głośno mamy ustawiony dźwięk w komputerze.  Jeśli właściciel tego nie usunął, to trzeba było się męczyć. Chociaż nie… Nie trzeba było. Ja po prostu zamykałam takie blogi i nie czytałam ich. W sumie to nadal to robię, gdyż bloggerowa muzyka zacina mi przeokropnie przeglądarkę i zanim kliknę pauzę, w domu już rozbrzmiewa to, co nam narzucono odwiedzając stronę. Strata dla właściciela bo traci czytelnika.

Wsio.

5 komentarze

  1. Wiesz co? Napisałas wszystko, co cały czas mnie dusiło! :D
    masz rację, ludzie są jak dwulatki. Podam Ci przykład. Pewną blogerkę obserwuje ponad 500 osob. Jest ona wartościową osobą, więc nie wstawia na fejsa swojego bloga z dopisem "obs za obs". Ostatnio dodała recenzję dosyć wartościowej książki. Wiesz ile miała komentarzy? 2. Na 522 osoby. (nie mówiąc o osobach ktore ją lubią na facebooku) Dzisiaj dodała post z samymi zdjęciami, pokazując swoje ubrania. W ciągu godziny napykali jej 6 komentarzy. Ludzie robią się wygodni. Najważniejsze, żeby zrobić sobie reklamę... Szlag mnie trafia jak widzę komentarz: super post!! :)) A pod spodem 3 linijkowa promocja własnej "twórczości"... O ile tak można nazwać te 12 latki, które ubierają się tak samo i nie wkładają w blogowanie nic serca. O i jeszcze coś- zakładanie bloga, żeby dostawać za darmo ubrania albo książki czy inne gadżety... Obraza dla blogerów.
    Muzyka też mnie irytuje. Szczególnie, że ja mam dosyć często głośnik w laptopie prawie na 100% a blogi przeglądam dopiero wieczorami przed/ po treningu. I nagle JEBUD pełen regulator leci muzyka a ja oczywiście odskakuję pół kilometra od laptopa a moje papużki patrzą na mnie jak na nienormalną. :( I te "super" gadżety na blogu: nakarm rybki, oto mój pies, godzina w Honolulu, myszka w kształcie gwiazdy a z niej wypada pierdyliard innych gwiazdek... I cały monitor zarąbany...
    miło, że odwiedzasz mojego bloga, bo Ci się podoba tematyka, a nie dlatego, ze ja do ciebie też wpadam. Często się z tym spotykam a piszesz normalne komentarze. I miło mi, że są jakieś dziewczyny, które mnie czytają. :)
    Tak swoją drogą- napiszesz post o ciekawych blogach? Jakiś takich wartościowych, wartych polecenia? Również z chęcią bym poczytała, skoro nie interesują Cię blogi modowe (to mam pewność że ich nie nawalisz). A interesujące treści zanikają pod płachtą komercji i kiczu. Jeśli taki post był, to wybacz.
    Ojej, trochę za bardzo się rozpisałam... mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza. :) Spokojnego wieczoru. :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno jednoznacznie stwierdzić co motywuje ludzi do zakładania blogów - zapewne moda również się do tego przyczyniła... internet przyczynił się do powstania nowego rodzaju komunikacji międzyludzkiej - ma to swoje wady i zalety jak wszystko... cierpią na tym relacje w materialnym Świecie lecz jednocześnie otwiera to możliwości pisania o tym o czym w "normalnym" życiu ludzie z pewnych powodów nie chcą mówić - znika bariera/strach/obawa przed oceną... oczywiście jest też inna strona medalu - pozorna anonimowość sprawia, że ludzie zaczynają w tym miejscu leczyć swoje kompleksy i kumulującą się w nich życiową frustrację... w każdym miejscu można spotkać osoby, które polubimy ale i takie, które z jakiegoś powodu będą nas denerwować... oby większość ludzi czerpała z blogowego Świata możliwie wiele z jego pozytywnych stron:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgłaszam się po obiecaną kawę!
    Mnie najbardziej wkurza ta "eksperckość", kuźwa, gdzieś coś ktoś słyszał i bam - robi z tego powszechnie obowiązującą prawdę. Mało kto (piszę tutaj przede wszystkim o blogach rodzicielskich) podaje źródło informacji, wyjaśnia na podstawie jakich badań wyciągają "naukowe" wnioski, szlag mnie trafia często. Plotka plotkę goni- bo jak inaczej nazwać zasłyszaną i niesprawdzoną informację.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to możliwe, że skaczące sobie do gardeł matki na blogach o macierzyństwie ominęłaś? :D dawanie rad matkom przez osoby, które prawdziwe dziecko raz na ruski rok widzą na odległość to jedno, ale komentarze matek to normalnie jak walka gladiatorów. :D Rozrywka bywa przednia. :D

    Ja mam taki "problem" z blogami, że spora część takich, które czytałam od uuuu i jeszcze dalej (jak Twój;)) w końcu zmienia się w blog o ząbkach i pieluchach. Nie no fajnie, może mi się kiedyś przyda (chociaż mam taki przesyt informacji, że jak sobie pomyślę, że będę musiała czytać to wszystko - wszak dzieci jednak chcę mieć- to już mnie niemoc ogarnia). Ale teraz... W sumie czytam, bo mam sentyment jakiś do autorki, ale komentarzy ode mnie coraz mniej, bo o czym?

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie to nie wkurza. Mnie to wkurwia :)

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.