niedziela, 21 stycznia 2018

81. „Escape Room”, czyli uciekaj bo umrzesz z nudów.

Escape room'y (że tak pozwolę sobie odmieniać) stały się ostatnio bardzo popularną rozrywką. Nigdy w takim miejscu nie byłam. Bardziej kręci mnie raczej tzw. horror house, tylko jeszcze nie trafiłam na wariata, który wybrałby się ze mną w takie miejsce. Ale w dzisiejszym poście ani o horror house'ach ani o escape room'ach jako pomieszczeniach służących rozrywce. Dziś o filmie. Filmie pod tytułem „Escape Room”. I owszem - będą spoilery. Jak zawsze w moich postach dotyczących filmów.

Przyznam, że czekałam na tę produkcję od kiedy dowiedziałam się, że powstanie. Po pierwsze, pomysł wydawał mi się całkiem fajny - w końcu te escape room'y zrobiły się ostatnio dość popularne więc taki film może wpisać się w gusta miłośników tej rozrywki. Mam nawet znajomych, którzy regularnie chadzają do różnych aby rozwiązywać tam zagadki. A po drugie, lubię tego typu filmy - grupa ludzi zamkniętych w jakimś pomieszczeniu, pułapki, krew. Tak, wiem... Ale dałam się już poznać jako miłośniczka horrorów wszelkiej maści z gore na czele, więc to chyba nic dziwnego. Pomysł, plakat i hasło przewodnie („One hour. One exit. Will you survive?”) brzmiały naprawdę przekonująco i liczyłam na coś ciekawego. Chociaż trochę. Filmweb już mi przypominał o zbliżającej się premierze. Obejrzałam. Ale cieszę się, że nie musiałam wydać pieniędzy na bilet. Dlaczego?

Może najpierw o co w ogóle chodzi?
Tyler obchodzi trzydzieste urodziny. Wraz z przyjaciółmi i swoją dziewczyną spotykają się na kolacji w, wygląda na to, ekskluzywnej restauracji (w ogóle cała ekipa na przeciętnie zarabiających nie wygląda). Oglądając fragmenty z restauracji czujemy się jak zaproszeni na spotkanie ze znajomymi znajomego, czyli siedzimy i słuchamy tego, co tam gadają, kompletnie nie wiedząc o co chodzi. Ot, taka gadka, śmichy-chichy. Prezentem urodzinowym od dziewczyny okazują się być wejściówki dla całej grupy do escape room'u. Również ekskluzywnego - a jakże. Zaraz po kolacji cała ekipa, tak jak stoi, wsiada do tajemniczego samochodu i udaje się na miejsce - w tych odświętnych ciuchach. Faceci to pół biedy - przynajmniej nie mają szpilek na nogach.

Film trwa godzinę i około 21 minut, z czego po 40 minutach, bohaterowie wciąż rozwiązują zagadki w tajemniczych pokojach. Ponieważ nie byłam nigdy w escape room'ie, ciężko mi powiedzieć, czy wszystko wygląda na zwyczajną zabawę w wyjście z pomieszczenia, czy to jakiś naprawdę wypasiony escape room. Pomieszczeń było więcej i były one ze sobą powiązane. W każdym razie bawią się przednio i nic nie budzi ich niepokoju. Mojego też. Przez cały ten czas mam wrażenie, że oglądam monitoring jednego z najzwyklejszych escape room’w, jakie można znaleźć. Tak mi się wydaje - w końcu żadnego escape room'u na oczy nie widziałam. I właśnie po tych czterdziestu minutach, w jednym z pomieszczeń, włącza się telewizor, w którym bohaterowie widzą uwięzioną towarzyszkę (dziewczynę jubilata), która zorganizowała całą zabawę. Ok, a więc nie chodzi o to by wydostać się z pokoju, ale żeby uwolnić dziewczynę. Super, dobrze wiedzieć. To znaczy - oni tak myślą, a widz w końcu dostaje iskierkę nadziei, że w końcu coś się ruszy, skoro ogląda horror/thirller. Dalej rozwiązują więc zagadki. Dopiero po 50 minutach okazuje się, że to chyba nie jest zwykły escape room, bo mamy trupa. Nawet dwa.
Uff. A już myślałam, że pomyliłam filmy i oglądam czyjąś relację z rozwiązywania zagadek. Zaczynają się konkrety. Do końca filmu pozostało niewiele czasu więc akcja dzieje się szybko. I nie byłoby nawet tak źle, gdyby nie zakończenie. A właściwie jego brak.

Szkoda, naprawdę szkoda. Nie wiem czy ktoś na szybko postanowił nakręcić przygodę w escape room’ie, bo to teraz takie modne i chciał „zaklepać” temat, czy naprawdę bezmyślnie spieprzył to, co miało potencjał. Nie czepiam się nawet aktorstwa, bo w tego typu filmach ciężko znaleźć kunszt a’la Meryl Streep. Zagadki były nawet ciekawe. Jednak jak na ten gatunek, bardzo wolno się rozkręcał, a jak już się rozkręcił to zaraz się skończył i tak nic z tego nie wynikło.
To nie chodzi o to, że muszę mieć zakończenie łopatologicznie wyjaśnione jak co drugi amerykański popcornożerca, ale w tym filmie naprawdę nie wynika nic i nie jest on też jakoś specjalnie ambitny. Owszem, są takie filmy, które po prostu mają zakończenie, które sprawia, że widz musi się czegoś domyślać lub przyglądać mu się z uwagą, np. „Demon” Marcina Wrony czy „Piknik pod Wiszącą Skałą” Petera Weira, ale przede wszystkim to są dobre, świetnie zrobione produkcje. Natomiast „Escape Room” jest po prostu słaby. Skoro żaden z uczestników nie maczał paluchów w organizacji masakry i najprościej można byłoby powiedzieć, że po prostu napatoczyli się jakiemuś psycholowi, to nie byłoby w tym nic dziwnego, bo takie motywy często się pojawiają. Jednakże kiedy na końcu mamy już nadzieję, że coś się wyjaśni i bohaterka, która przeżyła, rozmawia z oprawcą, on ciągle zadaje jej pytania, które mają rzekomo naprowadzić ją na odpowiedź. Jednak i to się urywa. Ani bohaterka nic nie wie, ani widz nic nie wie, Poza tym, że w trakcie filmu, poza nic nie wnoszącymi dialogami, dowiedzieliśmy się, że jubilat zdradził kiedyś dziewczynę razem ze swoją koleżanką (również uczestniczką zabawy). Ale ostatecznie żadne z nich nie miało z tym nic wspólnego. No poza jego dziewczyną, która miała to nieszczęście, trafić akurat na ten escape room. Może będzie sequel i to wyjaśni. A jak sequela nie będzie to nic się nie stanie.

Tytuł rzeczywiście nawiązuje do słynnej rozrywki jaką jest rozwiązywanie zagadek i opuszczenie pokoju na czas, ale też jest motywacją do jak najszybszej ucieczki z pokoju w którym oglądamy film, byle tylko nie mieć poczucia zmarnowanego czasu.
Polecam jako niezobowiązującą i niewymagającą rozrywkę na nudne wieczory w domowym zaciszu, ale na bilet nie wydawałabym pieniędzy.

1 komentarze

  1. Cześć!
    Widze kolejny dobry tekst spod Twego pióra :)) Ostatnio byłem na Naznaczonym kolejnej części i powiem że NIGDY więcej odgrzewanych kotletów Czekam na kolejne z niecierpliwością.
    Kmicic

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.