niedziela, 4 lutego 2018

84. 4 zabiegi, którym się poddałam i które polecam

O jaaa! Poddała się jakimś zabiegom! Pewnie jest sztuczna i zakompleksiona! – takie to najczęściej zdania można usłyszeć (bądź przeczytać), kiedy na tapet wkracza temat medycyny bądź dermatologii estetycznej. W sumie nic dziwnego, skoro większość ludzi nie odróżnia botoksu od kwasu hialuronowego i nie zdaje sobie sprawy, że kwas hialuronowy jest czymś, co każdy ma w swoim organizmie, a co z wiekiem zanika. Albo też większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że medycyna estetyczna to nie tylko napompowane usta lub policzki (efekt lasek z instagrama), ale też np. depilacja laserowa. Żyjemy w XXI wieku i uważam, że wszystko jest dla ludzi, do momentu, kiedy przestajemy przypominać samych siebie lub wyglądamy jak kolony wypuszczone z jednej produkcji, gdzie napompowany biust niemal styka się z tak samo napompowanymi ustami. Choć jest to dla mnie przerażające i odpychające, a co istotne – całkowicie nienaturalne, nie zwykłam nigdy hejtować kogokolwiek i wtrącać się w cudze życie. Pilnuję czubka swojego nosa i wiem, że sama nigdy nie zrobiłabym z siebie jakiejś karykaturalnej postaci.
Uspokoję więc – nie, niczego sobie nie wstrzykiwałam, niczego sobie nie wypełniałam. Zabiegi, które przedstawię są całkowicie nieinwazyjne i poprawiają estetykę własnego wyglądu (poprawiają, nie zmieniają).



1. DEPILACJA LASEROWA

Pamiętacie głosik w głowie, który przypominał, że „jeszcze muszę się ogolić”? Pamiętacie podrażnienia po maszynce lub ból przy depilacji maszynką elektryczną? Pamiętacie wrastające włoski? Pamiętacie zacięcia przy goleniu? Pamiętacie odrastające włoski, które były jeszcze zbyt małe by je ogolić ale było je widać? No właśnie… Ja już tego nie pamiętam.
Depilacja laserowa jest jedną z moich najlepszych inwestycji w życiu. Pozbyłam się w ten sposób włosków z nóg oraz przedramion – bo właśnie te części ciała poddałam zabiegowi od 2015 roku. Nigdy nie goliłam przedramion, ale nie podobały mi się widoczne, ciemne włoski. To miałam na myśli pisząc wcześniej, że zabiegi o których napiszę, poprawiają estetykę wyglądu. Jeśli zaś chodzi o nogi, dzięki depilacji laserowej skutecznie pozbyłam się wrastających włosków, których nabawiłam się przy stosowaniu maszynki elektrycznej, zaoszczędzam znacznie czas w łazience i żadne wyjście mnie nie zaskoczy – mogę ubrać sukienkę w każdym momencie.
Ciocia Wikipedia tak opisuje zabieg: depilacja niepożądanego owłosienia za pomocą wiązki lasera, która wnika głęboko w skórę, niszcząc cebulkę włosa wraz z jej korzeniami. Depilacja laserowa uważana jest za bezpieczną i bezinwazyjną.
Nie jest to zabieg najprzyjemniejszy, ale zdecydowanie wart polecenia.


2. VENUS LEGACY NA CIENIE POD OCZAMI

Zawsze miałam cienie pod oczami. Taka moja „uroda”. Gorzej było, kiedy byłam zmęczona i niewyspana. Wtedy miałam wręcz sińce. Nigdy mi się to nie podobało i nigdy nic nie pomagało na stałe – żadne żele i maseczki. Zapytałam się kiedyś swojej pani kosmetolog, czy mogłabym coś na to poradzić, zaznaczywszy, że nie chciałabym, aby było to coś inwazyjnego i wymagającego ostrzykiwań. Zaproponowała mi zabieg Venus Legacy. Czym jest?
„Jest to medyczny system multipolarnej radiofrekwencji (RF), wykorzystujący technologię 4DR- co oznacza zastosowanie kombinacji impulsowego pola magnetycznego z wielobiegunowym polem elektromagnetycznym oraz podciśnieniowego drenażu tkanek. (…) W głowice wbudowane zostały czujniki pomiaru temperatury, które umożliwiają w sposób dynamiczny kontrolowanie jej przez cały czas trwania zabiegu. Wszystko to sprawia, że zabieg jest całkowicie bezpieczny i bezbolesny, przy zapewnieniu optymalizacji efektów terapii”. [źródło]
Zabieg można przeprowadzić właściwie na każdej partii ciała. Działa on ujędrniająco, liftująco, odmładzająco, modelująco i (co dla mnie było najważniejsze) likwiduje obrzęki. Moją partią ciała na której przeprowadzony był zabieg, były okolice oczu (+ czoło w pakiecie). Spojrzenie jest świeższe, wygładziły się zmarszczki wokół oczu, ale co najważniejsze – zniknęły moje worki pod oczami! Zabieg zmniejszył obrzęk, polepszył przepływ krwi, pobudziły się włókna kolagenowe. Wszystko to jest całkowicie bezbolesne. Czujemy przyjemne ciepło i masaż tych okolic. Jeśli ktoś zmaga się z uciążliwymi cieniami pod oczami, ale nie chce się ostrzykiwać ani operować – polecam tę metodę.


3. PEELINGI CHEMICZNE KWASEM TCA

Zapewne sporo osób słysząc „kwas” ma przed oczami siostry Godlewskie i odbicie w lustrze, które sprawiłoby, że nie poznałaby nas własna matka, gdybyśmy nie widzieli się z nią 10 lat. Nic z tych rzeczy. Napiszę czym jest ten zabieg, choć jest on tak popularny, że większość kobiet go stosuje. To nic innego jak nakładanie na twarz roztworu kwasu trójchlorooctowego. Ma on za zadanie rozjaśnić i wygładzić buzię, zredukować płytkie blizny, zmarszczki czy przebarwienia. Skóra jest bardziej napięta, jędrna, świeższa. Dlaczego nazywa się to „peelingiem chemicznym”? Ponieważ w przeciwieństwie do „zwykłego” peelingu, który wykonujemy sobie drobinkami w jakimś kosmetyku, jest to roztwór, który wnika głębiej i powoduje głębsze złuszczanie – głębszej warstwy skóry.
Po chwili roztwór zaczyna nas delikatnie piec, jest zmywany, twarz łagodzona i tacy zaczerwienieni wychodzimy z gabinetu. Następnego dnia (i przez kilka kolejnych), naskórek intensywnie się łuszczy. Odsłania się świeża i delikatna powierzchnia nowego naskórka.
Zabieg ten poleciła mi moja pani dermatolog, która pomogła mi uporać się kilka lat temu z buntem mojej cery.
Ponieważ po zabiegu nie jest wskazane wystawienia twarzy na słońce, peeling chemiczny kwasem TCA jest najbardziej wskazany na jesień i wtedy lubię się mu poddać.

PS Jeżeli peelingujecie twarz w domu różnymi kosmetykami, polecam przerzucić się na korund. Ja zakupuję go na stronie zrobsobiekrem.pl (nie, nie jest to reklama – to moja szczera opinia). Czasem wymieszam odrobinę z kwasem hialuronowym w postaci żelu (też z tego sklepu) lub ze swoją pianką do mycia twarzy. Ma ostre drobinki, dobrze ściera naskórek, a przy tym go nie podrażnia.


4. ZABIEG KERATYNOWEGO PROSTOWANIA WŁOSÓW

W blogosferze zostałabym nazwana „włosomaniaczką”. Od 4 lat rygorystycznie dbam o włosy. Jednak przed tymi czterema latami, popełniałam chyba wszystkie możliwe włosowe „grzeszki”. Farbowałam na czarno drogeryjnymi farbami, codziennie prostowałam w temperaturze 230 stopni, używałam szamponów z SLS, SLES, solą, silikonami – im bardziej po umyciu były miękkie, tym bardziej myślałam, że szampon jest dobry. W jakim to ja byłam błędzie! Nie wiedziałam, że ma silne detergenty zdzierające powłokę włosa, sól (tak, sodium chloride też wywaliłam) oraz oblepiające silikony dające złudne poczucie gładkości. Tarłam ręcznikiem, płukałam gorącą wodą, szarpałam przy czesaniu jakąś byle jaką szczotką, spałam w mokrych i rozpuszczonych włosach. Ogólnie robiłam swoim włosom masakrę, ale ponieważ prostowałam włosy, ulegały one iluzji ładnych i gładkich. W rzeczywistości były one przesuszone i zniszczone, co było świetnie widać kiedy nie zastosowałam prostownicy. Jednak pod koniec 2014 roku zdecydowałam, że koniec z tym. Ścięłam swoje długie włosy niemal do ramion i zaczęłam rygorystycznie o nie dbać – olejowanie, delikatne i bezpieczne szampony, zrezygnowanie z wszelkiej ciężkiej chemii oraz wysuszającego alkoholu, zastosowanie odpowiednich silikonów do ich zabezpieczania, zmiana szczotki i stylu czesania, rezygnacja z prostownicy i suszarki (włosy schną naturalnie, a kiedy nie mam czasu i sytuacja jest pilna, używam tylko chłodnego nawiewu), spanie w suchych włosach, luźno związanych aksamitną gumką. Rezygnacja z farbowania. Od czasu do czasu nałożę naturalną, ziołową hennę. Regularnie podcinam końcówki – nie chodzę do fryzjera, robię to w domu, gdyż niestety mało który fryzjer potrafi się obchodzić z włosami (smutna prawda). Zdałam sobie sprawę, że szampon ma oczyścić więc im bardziej „tępe” są włosy po umyciu, im bardziej skrzypią, tym bardziej są czyste. Na rozczesanie i pozbycie się tego splątania jest odżywka i maska – nie szampon. Moje włosy w przeciągu roku odzyskały blask, stały się lśniące i zdrowe.
Ale, ale! To dlaczego w takim razie wspominam o keratynowym prostowaniu?! Otóż raz na rok, stosuję keratynowe prostowanie włosów. To nic innego, jak wtłoczenie keratyny (która jest naturalnym budulcem włosa) we włosy za pomocą gorącej temperatury. I to jest jedyny moment, w którym moje włosy odczuwają wysoką temperaturę. Jasne, ta wtłaczana keratyna nie jest EKO, ale od jednego razu moje włosy nie odpadną, a wręcz wyglądają jeszcze piękniej! Myli się ten, kto myśli, że keratynowe prostowanie da nam nie wiadomo jaką gładką taflę na zawsze. Taki efekt utrzymuje się do dwóch, trzech myć i jest normalny. Jednak głównie w tym zabiegu chodzi o to, by ujarzmić włos, odbudować go, wygładzić (ale niekoniecznie wyprostować na zawsze jak żelazkiem!). Nie zależało mi na prostych drutach, bo nie podoba mi się to. Nadal zdarza mi się mieć na włosach fale, ale za to sam włos jest zupełnie inny. Łuski są domknięte. Wiem, że w sieci znajdziemy mnóstwo obaw, że keratyna się wypłucze i włos będzie brzydki. Uważam zabieg keratynowego prostowania włosów za naprawdę ciekawy i poprawiający ich wygląd i jakość. Jeśli jednak ktoś ma bardzo zniszczone włosy i chce o nie zadbać, mam jedną radę. Zróbcie to co ja i pozbądźcie się zniszczonej części. Zabieg keratynowy bardzo pomaga, ale jeśli po jego wykonaniu stosuje się niewłaściwą pielęgnację albo stosuje się go na bardzo zniszczone włosy, one po kilku miesiącach mogą wrócić do normy. I wtedy wydaje się, że to zabieg zniszczył włosy. A to nieprawda. On dał złudne poczucie ich piękna, a po wypłukaniu keratyny, wróciły one do swojego poprzedniego stanu.
Ponieważ, jak wspomniałam, moja pielęgnacja jest bardzo rygorystyczna, efekt zabiegu keratynowego utrzymuje się baaardzo długo. Właściwie nigdy nie mija. Tylko poprawiam go co rok (!) bo jak wiadomo włosy rosną, więc pojawiają się nowe. Obecnie ze swoją pielęgnacją doprowadziłam włosy z ekstremalnie zniszczonych i wysokoporowatych, do zdrowych i niskoporowatych. Poprzez ten zabieg, uzupełniam go keratyną. Ponadto do masek dodaję hydrolizat keratyny oraz elastynę.
Piękno włosów zależy od naszej pielęgnacji i jeśli ktoś ma bardzo zniszczone włosy, droga do ich absolutnej zmiany jest bardzo długa.
Niemniej jednak bardzo polecam ten zabieg na włosy.

0 komentarze

Prześlij komentarz

1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.