sobota, 17 marca 2018

91. Kobiety mafii vs. Pitbull: Ostatni pies

Tak, tak… Wiem, że są to dwa osobne filmy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak oba coś łączy – co, to chyba każdy wie, jednak i tak wspominam o tym w poście.
Oba wystartowały z tego samego punktu. A jak skończyły na mecie? O tym w dzisiejszym wpisie.




Jak wiadomo, „ojcem” serii Pitbull jest Patryk Vega, który odpowiedzialny był ze scenariusz i reżyserię trzech poprzednich części. Co prawda powstałe po ponad 10 latach filmy z serii uznane były za niezbyt ambitne kino, ale pierwsza część z Marcinem Dorocińskim w roli głównej (2005 rok + serial) jest pewnego rodzaju polską klasyką współczesnego kina sensacyjnego.
Pierwotnie to Vega miał zamknąć serię Pitbull, jednak w wyniku nieporozumień z producentem i drastycznych zmian w scenariuszu, których dokonał ten drugi, oraz wciśnięcia nowej głównej roli osobie, która „nie jest zgodna z poczuciem artystycznym” reżysera, postanowił zerwać współpracę i zrezygnował z nakręcenia Pitbulla. Mówi się w filmowych kuluarach, że podobno tą osobą, przez którą producent zmienił cały scenariusz, była Doda, z którą podobno się spotyka, a której marzyło się zagrać „królową mafii”. Jaka jest prawda? Nie wiem i nie interesują mnie plotki ani czyjeś pożycie seksualne (o ile takie zaistniało w tej relacji). Mnie interesuje film.
Produkcja Pitbulla utknęła w martwym punkcie – wraz z Vegą odeszli wierni mu aktorzy, tacy jak Piotr Stramowski, Tomasz Oświeciński, Maja Ostaszewska, Andrzej Grabowski. Vega ledwo zszedł z czerwonego dywanu, na którym promował ostro skrytykowany przez widzów Botoks, a już zabrał się za nakręcenie swojego scenariusza Pitbulla, pod innym tytułem – Kobiety mafii (marka „Pitbull” należała do producenta). Z kolei Emil Stępień (tak, to ten producent) starał się pozyskać reżysera dla swojego scenariusza.
Antyfani Dody zacierali ręce, bo zdawało się, że „królowa” poniosła niezłą porażkę. Zwłaszcza, że chwaliła się wcześniej wszem wobec, że zagra „królową mafii” w filmie Vegi - a te odnoszą ostatnio spektakularne sukcesy finansowe. Zarówno nowe Pitbulle jak i Botoks rozbiły „kinowy bank” pod względem widzów w kinie i zysków.
Szczerze wątpiłam, że Stępniowi uda się pozyskać reżysera do Pitbulla, a nawet jeśli, to obawiałam się totalnej kichy.
Tymczasem okazało się, że nowym reżyserem Pitbulla będzie Władysław Pasikowski. I chyba tylko „typowy filmowy Seba” może zignorować ten fakt i dalej zachwycać się tekstami Vegi zerżniętymi żywcem z internetowych memów, bo czy ktoś lubi Pasikowskiego czy nie, nie można odmówić mu tytułu bardzo dobrego reżysera. Wraz z Pasikowskim, do obsady Pitbulla dołączyli też aktorzy znani z pierwszej części serii – znakomity Marcin Dorociński, Krzysztof Stroiński oraz Rafał Mohr. Ponadto na ekranie ujrzymy też Izę Kunę, Adama Woronowicza, Mariana Dziędziela, Cezarego Pazurę czy Krzysztofa Kiersznowskiego. I tylko Andrzeja Grabowskiego mi szkoda – ubolewam, że zrezygnował.
Z całego tego wyżej wymienionego powodu, oba filmy nie unikną porównań i będą w tym roku, moim zdaniem, najbardziej zestawianymi obok siebie produkcjami w polskim kinie.

Kobiety mafii były szumnie zapowiadanym filmem. Nie spowodowało tu mnie żadnej nadziei, żadnego oczekiwania ani nic tego rodzaju.
Pamiętam jak dziś, że filmy Vegi zawsze były zapowiadane jak gdyby szykował się wielki przełom w polskim filmie. Za każdym razem było jednak inaczej. Szczególnie utkwiła mi w głowie promocja filmu Ciacho, który miał być „wreszcie prawdziwą komedią!” (info z samych plakatów). Bez wątpienia hasło to kusiło, zważywszy na fakt, że współczesna polska komedia raczej kuleje. I nie mam tutaj na myśli komedii romantycznych z Karolakiem i Adamczykiem, ale po prostu zwykłe komedie, np. Kac Wawa, Dżej Dżej czy PolandJa.
I tak jak nie byłam zaskoczona, że w filmie wystąpili Karolak czy Liszowska, tak ze zdziwieniem oglądałam na ekranie „popisy” Małaszyńskiego tarzającego się w psim gównie. Jeśli to miał być przełom w polskiej komedii to wygląda na to, że nie mam poczucia humoru.
Następnie było Last Minute – kolejna słaba komedia Vegi, którą oglądałam z zażenowaniem, następnie Hans Kloss. Później miałam wrażenie, że reżyser trochę się uspokoił. Służby specjalne i dwa kolejne Pitbulle były przyzwoitymi filmami i odniosły ogromny sukces. Wydawało się, że Vega znów się zachłysnął popularnością, bo kolejny film – Botoks – zapowiadany był jako ważny i mający wstrząsnąć publicznością. I owszem, wstrząsnął. Ale nie tak jak marzył o tym reżyser.
Kobiety mafii miały dokładnie tę samą promocję. Wielkie zapewnienia aktorów i reżysera o tym jak bardzo będzie to mocny film. Pierwszy prawdziwie gangsterski, prawdziwie ukazujący polską mafię (te wszędobylskie hasła „Scenariusz napisany z gangsterami z grupy mokotowskiej!”).
Zauważyłam, że im mniej górnolotnie film jest reklamowany, tym okazuje się lepszy. Często te przechwałki sprawiają, że widz ma duże oczekiwania, które później zawodzą. Ponieważ byłam już nauczona doświadczeniem co do haseł promocyjnych Vegi, poszłam na ten film nastawiając się „na to co zawsze”.
Pasikowski z kolei zrezygnował z tej nachalnej promocji. Tak naprawdę o filmie mówiono przeważnie poprzez Dodę, która miała w międzyczasie konflikty z prawem oraz często gości na portalach plotkarskich. Porównania obu filmów (takie jak to) pojawiały się poprzez cały skandal, który wyniknął z odejściem Vegi i czynili to kinomani, fani jednego i drugiego reżysera lub po prostu fani serii Pitbull. Film Pasikowskiego miał postawioną wysoko poprzeczkę. I to wcale nie przez kunszt reżyserski Vegi, którego raczej nie dostrzegam (a już na pewno nie w porównaniu do Pasikowskiego), ale dlatego, że film przejęty został po prostu przez innego reżysera i fani, którym Pitbulle się podobały, mieli oczekiwania co do tej produkcji. Poza tym nie ma co ukrywać, że oba filmy gdzieś po cichu ze sobą konkurują. Sam Pasikowski odcina się od rozmów na temat Kobiet mafii i po prostu robi swoje. I za to ogromny plus, bo moim zdaniem film potrafi się naprawdę obronić bez wielkich haseł. W tym przypadku nazwisko reżysera ma duże znaczenie. Bo tak jak i ja, wiele osób wątpiło w sukces nowego Pitbulla, dopóki nie potwierdziły się informacje, kto stanie za kamerą.
Jakie jest więc moje zdanie na temat obu filmów i który spodobał mi się bardziej?

Wiem, że Vega wzbudza skrajne emocje. Są tacy, którzy potrafią ocenić jego film po zwiastunie albo bojkotować dla zasady „bo to Vega”. Spójrzmy jednak na to wszystko jako filmy, których jest wiele. Gdybym miała oglądać tylko arcydzieła z głębokim przesłaniem, oglądałabym kilka filmów w rok, a do kina nie mogłabym chodzić, bo nie wiedziałabym czy jest sens.
Kobiety mafii nie są złym filmem. Ale nie są też kinowym arcydziełem. To po prostu średnie, niewymagające, niezaskakujące kino sensacyjne. Ilość przekleństw jak to u Vegi – bez zmian. Czyli jest ich bardzo dużo, często jako niepotrzebne wstawki. Do połowy filmu, seks pojawiał się co dwie sceny. Ostre rypańsko i robienie loda. Wiele z tych scen było po prostu zbędnych.
Jak wspomniałam wcześniej, Vega dość mocno promuje swoje filmy, przy promocji pada wiele dających spore oczekiwania haseł. Tym razem film miał wstrząsnąć, być mocno prawdziwy – szczególnie dlatego, że ponoć „pisany był z gangsterami z grupy mokotowskiej”. Oglądałam kilka wywiadów z aktorami, którzy zaklinali, że byli w szoku przeczytawszy scenariusz i czegoś takiego w życiu by się nie spodziewali. No w każdym razie nie zauważyłam w tym filmie niczego nowego czy zaskakującego, porównawszy go z poprzednimi Pitbullami. To wszystko już było, tylko teraz ubrane było w inną historię. Aktorstwo musiałabym podzielić na dwie części, ponieważ grają tam naprawdę dobrzy aktorzy, którzy świetnie się sprawdzają, ale też bardzo przeciętni, którzy swoje kwestie niemal recytują bez żadnej intonacji i emocji. Wszyscy zachwycali się po premierze Julią Wieniawą. Dla mnie ta rola była zbyt sztuczna, pretensjonalna. Miałam wrażenie jakby jej tekst był przez nią recytowany, niczym w szkolnym przedstawieniu. Ale dziewczyna jest młoda, może się wyrobi? Podobne wrażenie z tekstem miałam kiedy oglądałam Tomka Oświecińskiego w Nowych porządkach i Niebezpiecznych kobietach. Z kolei w Botoksie było już lepiej, a w Kobietach mafii nawet przestałam to zauważać.
Jak zwykle pojawiały się typowe dla filmów Vegi żarty, ale mam wrażenie, że było ich nieco mniej, przez co cały film nabrał większej powagi niż np. Botoks, gdzie te żarty były na siłę wciskane, byle tylko było łahi hahi na sali kinowej. Niemniej jednak one tam są więc z tym należy się liczyć. Może jednak nie były zbiorowo zerżnięte z memów, nie wiem – aż tak ich nie śledzę.
Historia na pewno była spójna i wciągająca, aczkolwiek w pewnych momentach albo się urywała albo okazywało się, że zaczyna nam brakować w niej początku. Ostatnio (w Pitbullu: Niebezpiecznych kobietach i Botoksie) było pierdyliard porozrzucanych wątków, których był przesyt i były dość męczące. Tutaj było lepiej.
Vega tworzy jednak filmy czysto komercyjne – nie inaczej jest z tym. Kobiety mafii to film kolorowy, z wieloma efektami, które mają dodać efektu WOW.
Zakończenie filmu to obietnica (groźba?), że kobiety mafii jeszcze powrócą. Szykuje się więc albo serial albo kontynuacja. Jeśli będzie serial i rozwinie film tak jak było z Botoksem, to zapewne moja ocena podskoczy nieco wyżej. Ale tylko nieco, bo nie sądzę by zrezygnowano z tego co u Vegi charakterystycznie drażni.

W nowego Pitbulla nie wierzyłam dopóki nie okazało się, że reżyserią zajmie się Pasikowski. Tutaj już nie miałam wątpliwości, że film może być naprawdę dobry. Nie myliłam się. Jest bardzo dobry. Reżyser nie odciął się od poprzednich części. Mamy postać Soczka, wspomniany jest Majami oraz to co się z nim stało i gdzie teraz jest, a także kilka sytuacji, które miały miejsce w poprzedniej części. Na przykład od konwojenta pada tekst, że nie chce czegoś powiedzieć dyrektorowi bo „Dyrektor pił kawę z Cukrem” (Cukier – bohater filmu Pitbull: Niebezpieczne kobiety) albo pojawia kontynuacja sprawy z szukającym zemsty gangiem motocyklowym z Niemiec, który pozostał otwarty u Vegi. Wyjaśnione jest dlaczego nie ma Gebelsa, co jest świetnym zagraniem pod względem tego, że odtwórca roli, Andrzej Grabowski, zrezygnował wraz z resztą obsady Vegi.
Bardzo podoba mi się, że Pasikowski nie odciął się od nowszych Pitbulli, mimo że obsada wróciła do tego pierwszego oraz że nie zrobił z tego filmu kompletnie oderwanego od serii. Tutaj pokazał klasę w porównaniu do innych, którzy z góry deklarowali, że nie obejrzą filmu, gdyż „Pitbull to Patryk Vega”.
Niemniej jednak film można obejrzeć jako osobny twór. Wszelkie nawiązania do dwóch poprzednich części są zamykane, a postaci głównych bohaterów jasno i sensownie wyjaśnione.
Mamy tutaj świetnie kino sensacyjne, bez zbędnych wyuzdanych scen dla wzbudzenia szoku i obrzydzenia, bez wciskania wszędzie zbędnych wulgarnych wstawek i durnych żartów. Świetne aktorstwo, mroczniejszy klimat. Akcja filmu jest spójna, jedna, nie mamy po chwili myśli: „Ale o co do diaska tu chodzi?!”. Po pewnym czasie historia zaczyna się nieco rozmywać i dodane zostają wątki, które nazwałabym zbędnymi i zbyt dużymi, ale film i tak pozostaje naprawdę dobry.
Choć, według tego co zostało powiedziane w filmie, akcję Pitbulla: Ostatniego psa od Pitbulla: Niebezpiecznych kobiet dzieli jakieś pół roku, to w filmie Pasikowskiego cała akcja bardziej wgląda na osadzoną w latach 90 lub wczesnych dwutysięcznych. Nowe Pitbulle Vegi bardzo ociekały współczesnością.
Na duży plus świetne udźwiękowienie – każdy dialog, rozmowa czy szept są bardzo wyraźnie słyszalne, a jak wiadomo dźwięk nie jest w polskich filmach na najwyższym poziomie.
Ponadto w filmie usłyszeć możemy muzykę z pierwszego Pitbulla i jego rozwinięcia w postaci serialu, co jest kolejnym plusem. Aż fajnie siedziało mi się nawet na napisach końcowych.
Produkcja dopasowana pod każdym względem.

Poza samym filmem, porównaniom ulegają też postacie „królowych mafii”. Podobno wzorem postaci w obu filmach była Monika Banasiak, tzw. „Słowikowa” – obecnie była żona jednego z gangsterów mafii pruszkowskiej. W filmie Vegi, rolę tę miała Katarzyna Warnke, natomiast u Pasikowskiego oczywiście Doda. W jednym z wywiadów pani Kasia powiedziała jednak, że jej postać nie nawiązuje do „Słowikowej”.
Bardzo lubię Katarzynę Warnke jako aktorkę – podoba mi się jej praca w różnych filmach, które z nią widziałam. Nawet jeśli te filmy nie były arcydobre. Świetnie wybrnęła z Botoksu i w ogóle lubię ją oglądać na ekranie oraz słuchać z nią wywiadów. W Kobietach mafii zagrała żonę gangstera, głupią, puściutką idiotkę. Jej postać była wręcz przerysowana, a może tylko tak mi się wydaje, bo nie miałam okazji poznać w swoim życiu takich ludzi (z czego się cieszę). Niemniej jednak ciekawie wypadła. Rola dodawała filmowi „tego czegoś”, ubarwiała go. Choć bałam się, że po dłuższym czasie zacznie mnie irytować. Nic bardziej mylnego – nawet zagranie tak przerysowanej i pustej baby było przez nią zrobione bardzo dobrze.
Doda, jako aktorka, jest mi nieznana, choć występuje na deskach teatru, a w młodości należała do Studia Buffo. Znam ją tylko jako piosenkarkę, której twórczości raczej nie słucham. Znam tylko poszczególne utwory, zapewne główne single. Bez wątpienia ma jeden z najmocniejszych głosów, choć kiedy nie śpiewa, ma w nim charakterystyczną manierę, która jest bardzo irytująca. Obawiałam się czy będzie ją słychać w filmie. O dziwo, nie. Słyszalna jest tylko w dwóch scenach, które zresztą widzimy też na trailerze. Poza tym, mówi całkowicie „normalnie”, nie tak jak na co dzień, co jest dużym plusem. W ogóle jestem zachwycona jej rolą. Była dobra, przekonująca, na takim samym poziomie jak pozostałych aktorów (a w Pitbullu mamy ich świetnych). Jej postać była silną, inteligentną babką z klasą i jej rola „królowej mafii” zdecydowanie bardziej mi się spodobała.

Cieszę się, że Vega zrezygnował z Pitbulla, bo dzięki temu mamy kolejny dobry film sensacyjny Pasikowskiego. Polecam wybrać się do kina i nie kierować się uprzedzeniami do Dody albo blokować się stwierdzeniem, że „Pitbull to Patryk Vega”.
Pasikowski zrobił świetne kino i wcale nie musiał nikomu nic udowadniać ani przed niczym się bronić.
Kobiety mafii są z kolei przyzwoitym filmem, który fajnie jest obejrzeć i w moim mniemaniu, daleko mu do zrównanego z ziemią Botoksu. Vega to jednak Vega i z tym trzeba się liczyć.
Jednak w moim porównaniu, zdecydowanie lepiej wypadł Pitbull: Ostatni pies i dla mnie to właśnie ta produkcja wychodzi zwycięsko z medialnego pojedynku.

2 komentarze

  1. Nie oglądałam żadnego z tych filmów, ale kobiety mafii planuję zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem w kinie z piątku na sobotę na maratonie pitbulla powiem szczerze że... 1 cześć najlepsza nowe porządki 2 w kolejności resztą z ostatnim psem na czele słaba i podgrzewany kotlet jak dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
1. Nie mam tu żadnych zabezpieczeń antyspamerskich dla wygody i szybkości komentowania więc proszę o nie spamowanie oraz nie zamieszczanie komentarzy nie na temat lub związanych z innym postem.
Nie reklamuj się w żaden sposób ponieważ to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Takie komentarze będą usuwane.
2. Każdy ma prawo do swojego zdania i wyrażania opinii, ale proszę to robić w kulturalny sposób.
3. Nie uznaję zasady „obserwowanie za obserwowanie” - obserwuję tylko te blogi, które mnie zaciekawią i do których chcę regularnie wracać. Nawet jeśli ktoś ma bloga na innym portalu niż blogger, a lubię go czytać to dodaję go do swojego czytnika.
4. Miej swoją tożsamość - nawet jeśli nie posiadasz bloga lubi innej strony a chcesz skomentować, podpisz się (imię, pseudonim, mail).
5. Na tym blogu nie jesteś anonimowy! Posiadam lokalizator IP z namiarem na dostawcę internetu z którym będę się kontaktowała w razie jakichkolwiek nadużyć.
6. Moderacja - tylko po to żebym nie przeoczyła żadnego komentarza, także pod starszymi postami.
Dziękuję za uwagę.